OD CZASÓW STAROŻYTNYCH
PO NAM WSPÓŁCZESNE
STAROŻYTNY EGIPT
(ok. 3 000 r. p.n.e. - 30 r. p.n.e.)
RÓWNOUPRAWNIENIE KOBIET, ALE ... TAKIE SOBIE
Starożytny Egipt wniósł bardzo wiele do prawnego zrównania statusu kobiety i mężczyzny. W zasadzie wachlarz ich praw był dość szeroki (biorąc pod uwagę inne kraje antyczne, czy chociażby inne regiony Bliskiego Wschodu). Mogły one dziedziczyć zarówno majątek ruchomy jak i nieruchomy (w tym oczywiście ziemię - źródło największego bogactwa), mogły zawierać umowy i prowadzić transakcje w sprawach kupna i sprzedaży ziemi, budynku czy jakiegokolwiek innego sprzętu i to bez potrzeby współuczestnictwa tzw.: "męskiego opiekuna". Mogły zarówno świadczyć jak i wnosić sprawy do sądów, składały też takie same przysięgi jak mężczyźni i ponosiły takie same kary w przypadku się do nich niezastosowania. Jest dość sporo przykładów kobiet w historii starożytnego Egiptu, które zbiły ogromny majątek (choć nie należały do dynastii panującej), niektóre skumulowały w swym ręku tak wielką władzę, że... wykupiły ziemię i majątki w kilku nomach (takich staroegipskich prowincji), które praktycznie stały się ich własnością. Należy jednak pamiętać, że taka władza z reguły była dostępna jedynie wśród kobiet z egipskiej elity, natomiast zwykłe mieszkanki kraju raczej same nie miały możliwości zbić takiego majątku. Wszystko bowiem zależało od rodziny w której się narodziły. Biedne dziewczyny nie mogły więc liczyć zbytnio na zmianę swego położenia, choćby poprzez małżeństwo z kimś z elity (choć takie sytuacje też się niekiedy zdarzały) i choć istniały wielkie panie i kapłanki (w tym "Boskie Małżonki Amona-Re"), to jednak naturalny podział społeczny wśród kobiet był następujący - albo żona, albo prostytutka (tancerka, akrobatka, zawodowa płaczka, kapłanka niższej rangi), albo niewolnica (wiele niewolnic było też szkolonych jako tancerki, prostytutki czy piastunki dzieci majętnych Egipcjan).
Wśród odnajdywanych obecnie (głównie) żeńskich szkieletów złożonych w ubogich grobach, okazuje się że przemoc fizyczna panów, była... dość rozpowszechniona i niewolnicom (a niekiedy także żonom) dostawało się równie często jak niewolnikom. W Starożytnym Egipcie bowiem (podobnie zresztą jak i w Antycznej Grecji) niewolnikiem można było stać się np. za długi męża (w przypadku jego śmierci), a wówczas taki właściciel mógł uczynić ze swoją własnością dosłownie wszystko. Mógł np. sprzedać żonę i dzieci swego dłużnika do domu publicznego, aby zarabiały dla niego pieniądze, mógł rozdzielić matkę z dziećmi, odsprzedając je komu innemu, mógł też matkę i dzieci do woli wykorzystywać zarówno seksualnie jak i karać fizycznie (niektóre żeńskie szkielety noszą ślady uszkodzeń kości przedramienia, tak jakby próbowały osłonić się rękoma przed ciosami w głowę). Bardzo podobnie sytuacja wyglądała w Grecji (o czym opowiem w kolejnych częściach tej serii), ale już np. Rzymianie zabronili prawnie niewolić własnych obywateli za długi (ustawą "lex Poetelia" z 326 r. p.n.e., czyli z czasów gdy Rzym był jeszcze niewielką pipidówą w samej Italii). Kobieta mogła dziedziczyć majątek zarówno po śmierci ojca jak i męża (choć w tym przypadku większa cześć spadku należała się synom, a następnie córkom zmarłego, żona otrzymywała zaledwie 1/8 całości). Obowiązkiem żony było danie mężowi dziecka (a szczególnie syna) i tym samym przedłużenie jego rodu. Obaj małżonkowie mieli równe prawa w kwestii rozwodu (obaj mogli o ten rozwód wystąpić na takich samych zasadach), a mąż nie mógł (jak to miało miejsce np. w Babilonii) uczynić z żony niewolnicy w przypadku gdy ta nie wywiązywała się ze swojego małżeńskiego obowiązku, ale i tak to prawie zawsze mężczyzna decydował o wszystkim. Egipcjanie nie mieli takiego "świra" na punkcie menstruacji, jak np. Babilończycy (o czym opowiem w kolejnych częściach) i pozwalali swym żonom w trakcie miesiączki zarówno przebywać w ich otoczeniu, sypiać z nimi jak i jadać z nimi przy wspólnym stole.
Natomiast mieli zupełnie inne fobie. Pomimo tak daleko posuniętego równouprawnienia względem prawa wśród kobiet jak i mężczyzn w Starożytnym Egipcie, to jednak utożsamianie się z jakąkolwiek "kobiecą" rzeczą lub czynnością, było wśród Egipcjan niemile widziane. I nie chodziło tutaj tylko o takie zajęcia jak opieka nad dziećmi czy zajmowanie się domem, które były naturalnie przypisane do Egipcjanek, ale także chociażby w kwestii... kształtu penisa. Otóż okazuje się że Egipcjanie dość często (w wieku młodzieńczym lub później) dokonywali obrzezania, bowiem postrzegali ową skórkę zakrywającą penisa, jako coś... podobnego narządom rodnym kobiety. Więcej, niektórzy również zmuszali swe córki by poddały się podobnej inicjacji wycięcia łechtaczki, aby nie stały się w przyszłości w pełni "kobiece". Chodziło o to, aby zniechęcić dziewczęta do uprawiania seksu i ograniczyć stosunek seksualny jedynie do prokreacji (swoją drogą poród po wycięciu łechtaczki jest znacznie bardziej bolesny dla kobiety, niż poród tradycyjny). Jednak nie karano kobiet które poddały się zabiegowi aborcji (w Babilonii takowe... nabijano na pal i odmawiano im pochówku). Nie znaczy to oczywiście że kobiety które dokonały aborcji były w społeczeństwie egipskim cenione - nie, wręcz przeciwnie, były publicznym pośmiewiskiem, ale nie mordowano je z tego powodu. Dlatego też, aby uniknąć aborcji, najlepiej wcześniej zabezpieczyć się przed niespodziewaną ciążą. Oczywiście o zabezpieczeniu się musiały myśleć głownie kobiety i stosowano w tym celu bardzo różne metody, jak na przykład włożenie do macicy wsiąkliwej tkaniny, która miała zatrzymać ejakulat, ewentualnie użyć "ayutu". Czym był "ayut?" Mieszaniną kremu z krokodylim łajnem (lub miodem z sodą amoniakalną), po czym należało tę "zawiesinę" wepchnąć w głąb do pochwy niczym tampon. Choć taka mieszanka z reguły (bo nie zawsze) okazywała się skutecznym sposobem antykoncepcyjnym, to jednak jej zastosowanie w przypadku kobiety która chciała przyciągnąć oblubieńca do swego łoża, ale nie zajść z nim w ciążę - była doprawdy ostatecznością, a to z tego powodu że "ayut" wydzielał tak okropny zapach, że nim doszłoby do zbliżenia, najpewniej ów kochanek szybciej... zwymiotowałby na dziewczynę. No cóż, w takich warunkach kobieta musiała nakłonić swego męża lub kochanka do włożenia prezerwatywy (najczęściej z obszytego płótna), gdyż okadzanie pochwy dymem czy picie słodkiego piwa były dość słabymi środkami zapobiegającymi powstawaniu niepożądanych ciąż.
MAREK ANTONIUSZ I KLEOPATRA VII
ORAZ ICH DZIECI
Masturbacja w Starożytnym Egipcie była powszechna i to zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet (są świadectwa w formie hieroglifów, że masturbowali się nie tylko faraonowie, ale także kapłani, kapłanki i zwykli Egipcjanie - była bowiem ona nawet uświęcona religijnie). Często praktykowano też seks analny (również jako rodzaj antykoncepcji), który także miał boską symbolikę, oraz seks oralny (Kleopatra VII była np. nieoficjalnie nazywana... "wielką połykaczką"). Co ciekawe, Egipcjanie, aby sobie ulżyć (mam tutaj na myśli jedynie mężczyzn), mogli skorzystać również z usług prostytutek obojga płci, ale znacznie tańszym środkiem zaspokajającym rozbuchane męskie libido, była... wizyta w świątyni. Bowiem w świątyniach Amona-Re i Izydy funkcjonowały specjalne przyświątynne haremy złożone z kapłanek, które (bezpłatnie) oddawały się tym, którzy już złożyli bogu lub bogini ofiarę. Kapłanki te miały bardzo duży status społeczny i poważanie i w żadnym razie nie były uważane za prostytutki. Z reguły były to kobiety albo młode, albo w średnim wieku, które wyróżniały się wśród innych kobiet - błękitnymi sukniami, pomalowanymi na czerwony kolor ustami i tatuażami wokół sutków na piersiach, na udach oraz na plecach (i pupie). Praktycznie sypiały z każdym, kto złożył bogu pokaźną ofiarę, z tego też powodu trochę trudno odróżnić je od zwykłych prostytutek, jednak niesamowicie duży szacunek jakim były obdarzane (i bogactwo, jakie w ramach świątyni było im przynależne), powodowały iż mogły zabierać głos również w sprawach tyczących lokalnej społeczności, a ich głos musiał być przez naczelników wysłuchany i brany pod uwagę.
PS: W kolejnej części przejdziemy do babiloni i do Asyrii i zobaczymy co działo się w tamtejszych społeczeństwach jeśli chodzi o podejście do seksualności oraz kobiet jako takich i ich pozycji w społeczeństwie
PS2: Przypomniał mi się jeden z odcinków "Rodziny zastępczej", gdy młody jeszcze wówczas Filip Kwiatkowski pytał się swego taty (granego oczywiście przez Piotra Fronczewskiego) skąd się biorą dzieci. Tata odpowiedział że:"Mama cię urodziła", na co Filip: "To wiem, ale którą drogą wyszedłem z mamy?" Tata pomyślał chwilę i mówi: "Słuchaj, mnie przy tym nie było, bo ja akurat byłem w Sochaczewie, ale spytaj się mamy, ona ci odpowie, bo ona przy tym na pewno była" 🤭, na co Filip zapytuje: "A to nie pytałeś się mamy jak się urodziłem?", "Nie, jakoś tak się nie złożyło" - odpowiada ojciec 😂
STARE, ALE OGLĄDA SIĘ Z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCIĄ
CDN.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz