Strony

STRONY

28 lipca 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. XV

DUCHOWE "SPECJALIZACJE"





PRZEWODNICY NAJMŁODSZYCH DUSZ


 Temat o którym jeszcze nie pisałem, a który wydaje mi się ważny do uzupełnienia i dopełnienia całości tego, o czym teraz piszę. Ile jest "specjalizacji" w "Świecie Dusz"? Sporo, postaram się je (w większości) opisać, choć niektóre zostały już przeze mnie wymienione we wcześniejszych częściach w kontekście różnych wydarzeń o których pisałem. Główną specjalizacją o której pisałem (i wciąż w różny sposób do niej powracam), to oczywiście rola naszego - PRZEWODNIKA. Nie będę już rozpisywał się o tej specjalizacji, gdyż napisałem na ten temat dość dużo we wcześniejszych tematach. Teraz jednak pozwolę sobie wyjaśnić różnicę pomiędzy Przewodnikami zajmującymi się duszami już inkarnującymi (średnimi i starymi, a nawet młodymi - lecz nie takimi które niedawno zostały stworzone - mam tutaj na myśli stworzenie naszego indywidualnego "Ja", gdyż my sami nie mamy początku i nie mamy końca, podobnie jak Bóg, od którego pochodzimy), a takimi którzy zajmują się "dziećmi" prosto z "porodówki", czyli z miejsca w którym powstają wszystkie dusze (jako część indywidualnego jestestwa -  które to miejsce także wcześniej opisywałem). Praca z duszami rozwiniętymi jest o wiele łatwiejsza niż praca z "dzieciakami" (jak Przewodnicy i starsze dusze nazywają tych, którzy dopiero rozpoczynają swój cykl inkarnacyjny). Istnieje jednak oddzielna specjalizacja - "Przewodnik Najmłodszych Dusz". Dusze, które wybierają tę specjalizację, raczej nie pragną już zajmować się duszami starszymi, gdyż praca z "dziećmi" stanowi prawdziwe wyzwanie i... ogromną przyjemność dla tych, którzy wybierają właśnie ten typ działalności w "Świecie Dusz".

Zajmowanie się "dzieciakami" bywa pasjonujące, ale i niezwykle trudne, gdyż wiele młodych dusz może po prostu "utknąć" gdzieś na drodze dalszego rozwoju i nie być w stanie pójść dalej w swej inkarnacyjnej "fizycznej" ścieżce. Dlatego też praca Przewodników Najmłodszych Dusz jest tak szalenie ważna, a te dusze, które się jej podejmują, muszą odznaczać się komunikatywnością i cierpliwością. Jeden z takich przykładów - mężczyzna poddany hipnozie, jest właśnie takim Przewodnikiem Najmłodszych Dusz i opiekuje się nimi oraz czuwa nad ich doskonaleniem. Hipnoterapeuta zapytuje go - "Jesteś już w swojej grupie, którą się zajmujesz, powiedz co się dzieje dalej - co widzisz?" "Jest tu jedenaścioro "moich dzieciaków", skupionych w gromadę. Ich energia nie jest tak intensywna jak innych, a raczej rozproszona, wzorce energetyczne są krótkie, dzieciaki świecą na biało. Teraz cieszą się na mój widok". "Sam zajmujesz się całą jedenastką?" - zapytuje hipnoterapeuta", "Nie, pomaga mi w tym dwóch kolegów, którzy jednak nie pochodzą z mojej grupy docelowej", w tym momencie jednak głos mężczyzny się zmienia, gdyż wśród owych "dzieciaków" dostrzegł on... swoje obecne dziecko z tego wcielenia. Gdy już się z nim przywitał, kontynuowano dalszą rozmowę - "Co się teraz dzieje?", "Nic takiego, dzieciaki śmigają na wszystkie strony, zajęte wzajemnym płataniem sobie figli i kawałów. Teraz jeszcze pasjonują ich takie wygłupy, lecz już wkrótce się to zmieni - gdy tylko wszystkie zaczną inkarnować".

Praca z takimi "dzieciakami" jest trudna i odpowiedzialna, gdyż należy przekonać ich do podjęcia pracy nad własnym duchowym samodoskonaleniem i nad wyciąganiem konsekwencji z przeżytych właśnie wcieleń po to, by nie powodować w nich uczucia rozżalenia czy niechęci do fizycznych inkarnacji. Przykładem tej, jakże trudnej pracy, niech będzie hipnoza starszej kobiety, która w "Świecie Dusz" jest właśnie młodą, "dziecinną" jeszcze duszą, mającą za sobą zaledwie kilka inkarnacji. W swym pierwszym "fizycznym" wcieleniu - urodziła się jako dziewczynka w Syrii w 1255 r. Wszystko było dla niej niezwykłe i niezrozumiałe, w tym odczuwanie bólu fizycznego i innych niedogodności naszego życia. Dziewczynka ta została zabita w wieku 5 lat, podczas mongolskiego najazdu na Syrię w 1260 r. Gdy powróciła do "Świata Dusz" była... oburzona na swego Przewodnika głównie za to, że (jak sama twierdziła) ją oszukał. Skazał ją bowiem na to "dziwne" życie (jak to określiła), gdzie doznała jedynie bólu i nieszczęścia. "Po co to było, dlaczego mnie nie ostrzegł, nigdy bym nie przyjęła takiego życia. Dlaczego On mi to zrobił?" - to były główne pytania, jakie owa kobieta poddana hipnozie zadawała sobie i swemu Przewodnikowi. Gdy jednak hipnoterapeuta zapytał ją czy to życie było całkowicie nieudane i niczego się w nim nie nauczyła, ona odparła: "Zaczęłam, uczyć się... miłości. Ja, mój brat, moja rodzina - to takie cudowne uczucie". Mimo to, ta młoda dusza nie potrafiła powstrzymać się od uczucia rozżalenia do swego Przewodnika za to że skazał ją na życie w tak potwornym miejscu i czasie, oraz że to życie było... tak krótkie.

To są właśnie podstawowe błędy, które zdarza się popełniać Przewodnikom Najmłodszych Dusz. Pewna kobieta, również będąca Przewodnikiem dla takich dusz, tak opowiada hipnoterapeucie o swojej "próżniaczej" grupie: "Zajmuję się siedmiorgiem próżniaków. Zależy im jedynie na zabawie i rozrywkach, a podczas swych inkarnacji pragną tylko cieszyć się ziemskimi przyjemnościami i nie chcą zajmować się niczym trudnym ani istotnym. Jedyne co ich interesuje, to aby w kolejnym wcieleniu wyglądać ładnie, wiodąc dostatnie i spokojne życie. Mój Przewodnik twierdzi że to moja wina, że za nadto ich rozpieszczam, że ich psuję. Prawda, przyznaję odnoszę się do nich z ogromną czułością i pobłażaniem, lecz uważam że moja metoda nauczania również może odnieść sukces. Zwłaszcza gdy "dzieciaki" wejdą już w ten etap rozwoju, który umożliwi im zrozumienie błędów jakie popełniali, bez jednoczesnego doświadczania zbyt ciężkich i trudnych przeżyć i życiowych porażek". Sam Przewodnik tej kobiety stwierdził, że jej metoda wychowawcza skłania te "dzieciaki" ku przyjemnościom życia, które są mało ważne w dalszym stadium rozwoju duchowego, zaś zamyka je na sprawy naprawdę ważne. Ona jednak uważa że jej metoda wychowawcza również może przynieść efekt - tylko w późniejszym stadium nauki. Ja osobiście jestem sceptyczny co do takiego kierunku rozwoju duszy, ale... ponoć Rada Założycieli (choć interesuje się jej metodami) nie jest z nich niezadowolona.



ETYCY


 Etycy w "Świecie Dusz" należą do grona najważniejszych specjalizacji (choć tak naprawdę wszystkie są ważne i wszystkie bardzo potrzebne), przygotowujących dusze do kolejnego fizycznego wcielenia na Ziemi. Bardzo często Etycy (szczególnie początkujący Etycy) co jakiś czas inkarnują na innych planetach po to, by zdobyć doświadczenie i zapoznać się z nowymi systemami wartości i moralnymi zasadami obowiązującymi wśród różnych istot w całej Galaktyce. Przyznam się że z Etykami mam pewien problem. Być może jest to problem językowy (tłumaczenie), a być może kwestia zrozumienia na czym tak naprawdę polega ich zadanie. Postaram się jednak przedstawić to - co ja osobiście zrozumiałem z tego opisu. Etycy inkarnują (jak już wspomniałem) na różnych planetach w całej Galaktyce, jednak nie jest tak, że czynią to co wcielenie - raczej wówczas, gdy pragną zapoznać się z innym systemem wartości, z innymi przekazami moralnymi oraz inną specyfiką racjonalnych i irracjonalnych zachowań. Pewien mężczyzna poddany hipnozie opowiedział że na Ziemi inkarnuje od niedawna, pierwszy raz pojawił się na naszej planecie w czasach świetności starożytnej Babilonii epoki Nabuchodonozora II (czyli ok. 605 - 562 r. p.n.e.). Wcześniej inkarnował na planecie, której społeczeństwo pozbawione było uczuć, a skupiało się jedynie na logice i racjonalności. Ta rasa wymierała, pozbawiona umiejętności odczuwania, nie mogła się dalej rozwijać.

Zaś pomiędzy wcieleniami Etycy pracują zarówno z "młodzieżą" (czyli z młodymi duszyczkami, które niedawno rozpoczęły proces inkarnacyjny - tych mogą nauczać jedynie doświadczeni Etycy), lub też z duszami średnimi i starszymi (tutaj początkujący Etycy mają większe pole do popisu, gdyż doświadczenia tych dusz są zbliżone do poziomu ich możliwości a także osobistych przeżyć, jednak by nauczać "młodzież" - trzeba już lepszego przygotowania i "większego stażu"). Prócz nauczania innych dusz (spotkania te nie są nazbyt częste, gdyż kwestie etyczne po części są wyjaśniane duszom przez ich własnych Przewodników, jedynie pewne zawiłości zostają przedstawiane i objaśniane przez samych Etyków) Etycy zajmują się również wpływem planetarnej energii magnetycznej na rozwój inteligencji w całej Galaktyce. Aby sobie dopomóc w poznaniu tych zawiłości, sami (w ramach ćwiczeń) tworzą tkanki mózgowe istot zwierzęcych (chodzi tutaj o stworzenie siatki energetycznej, która umożliwi badanie reakcji i zachowań już ukształtowanych fizycznych istot). Te działania nie należą do obowiązków Etyków sensu stricte - są raczej elementem szkolenia i wprawiania się w swej specjalizacji. Nauka etyczna jest o tyle ważna, że pozwala duszom już inkarnującym pomóc trzymać się w życiu raz obranej ścieżki, nie zbaczać na manowce, które mogą zaprowadzić duszę do ciemnego zaułka własnego fizycznego zatracenia się i braku samokontroli - praca Etyków w tym względzie w "Świecie Dusz" jest więc niezwykle ważnym elementem wspomagającym dusze już inkarnujace w świecie fizycznym.

Niekiedy spotykamy się z takim stwierdzeniem: "Dlaczego on tak postąpił, dlaczego (np.) wyrzucił swoją starszą matkę z mieszkania? Gdzie ona się teraz na starość podzieje, jak syn mógł postąpić w taki sposób - czy on nie ma sumienia?" - no właśnie, tu niezbędny byłby Etyk. Oczywiście Etycy nie wspomagają ludzi już inkarnujących, ich zadanie ogranicza się jedynie do kontaktów z duszami w "Zaświatach", nie na planetach inkarnacyjnych (czyli np. na Ziemi). Dlatego sytuacja taka jak wyżej przeze mnie opisana, stanowi problem dopiero po śmierci owego syna. Będzie omawiana przez Etyków dopiero, gdy wróci on do "Świata Dusz", a teraz, za życia tym problemem zajmują się Przewodnicy i Rada Założycieli. Właśnie, zapomniałbym - wśród członków Rady przy każdym ze spotkań o których już wcześniej pisałem - zawsze znajduje się jeden Etyk. Dlaczego? Nie wiem, ale widocznie jest On tam niezbędny. Rozwijanie elementarnego dobra i poświęcenie się sprawie prawości duchowego umysłu jako zarodka mocy Jaźni duszy, a także cierpliwość i kontrolowanie właściwego rytmu fizycznego ciała w taki sposób, by ten fizyczny świat nie zdominował prawdziwej natury nieśmiertelnej duszy - oto główna nauka jaka płynie od Etyków do dusz przygotowujących się do kolejnych narodzin na tej i na innych planetach. Trudność w realizacji tych nauk już za życia, może spowodować na przykład nieumiejętność zsynchronizowania się duszy i ciała noworodka, co potem doprowadzić może do takich patologii jak syn, który wyrzuca swą matkę na bruk i nie dba co się dalej z nią stanie.

Brak dobrej synchronizacji może zablokować dążenie naszej Wolnej Woli do dokonywania właściwych wyborów w życiu i powodowania cierpienia oraz bólu dla innych, nawet bliskich nam osób. Stąd może właśnie brać się problem tzw.: "ludzi bez sumienia", bo przecież jak inaczej nazwać kogoś, dla kogo matka poświeciła całe swoje życie (nawet zadłużyła się finansowo), a ten później odpłaca jej w taki a nie inny sposób. Pamiętajmy jednak że rozwiązanie tego problemu też jest możliwe jeszcze podczas tego życia. Po prostu musimy skupić się na nieustannej ewolucji naszej duchowej Jaźni, zamiast koncentrować się na wygodach tego ciała, którego trwałość ogranicza się do jednego życia - powinniśmy raczej skupić się na rozwoju naszej duszy i poznawaniu naszej duchowej mocy. Kiedy to uczynimy i skupimy się na kwestiach duchowych - wówczas wykształci się w nas zdolność do łączenia się z innymi ludźmi, do trwania przy nich i pomagania im. Często spotykam ludzi, którzy mówią mi że o wiele większą radość sprawia im dzielenie się z innymi ludźmi czymkolwiek, lub dawanie im tego, czego pragną - niż otrzymywanie samemu takich darów.

No cóż - ja mam tak samo, ale to chyba nie jest żadna tajemnica, że gdy tylko obdarujesz inną osobę i sprawisz jej tym samym przyjemność - to... jakbyś w swoim ciele, we wnętrzu własnego "Ja" rozpalił płomień, który niezwykle miło łaskocze cię w podbrzusze i rozprowadza się po całym ciele. Przynajmniej ja to odczuwam w taki sposób. Dlatego też praca Etyków jest tak niezbędna. Myślę że przedstawiłem dogłębnie sens tej niezwykle zawiłej specjalizacji duchowej.



DUSZE ŁAGODZĄCE


Kim są Dusze Łagodzące? Cóż, nim postaram się to wytłumaczyć pragnę najpierw powiedzieć że Dusze Łagodzące, gdy inkarnują - z reguły stają się przywódcami (politycznymi lub religijnymi, mężami stanu, prorokami, lekarzami, genialnymi artystami, muzykami, pisarzami lub natchnionymi mędrcami). Ich podstawowym zadaniem jakie muszą tu spełnić, jest utrzymanie równowagi energii planetarnej pomiędzy wydarzeniami związanymi ze sferą międzyludzką a tzw.: "czynnikami naturalnymi" (lub też jedynie pomiędzy ludzkimi relacjami). Dusze Łagodzące albo zajmują się jednym (czyli łagodzeniem następstw naturalnych sił fizycznych na życie i działalność człowieka i innych istot fizycznych), albo też skupiają się tylko na relacjach międzyludzkich. Ta pierwsza grupa zajmuje się eliminowaniem wpływu negatywnej energii na życie istot inkarnujących, poprzez wrzucanie do tej negatywnej energii (wytworzonej w wyniku jakiejś katastrofy) - ziaren energii spoistej, które neutralizują dalsze negatywne skutki wszelkich katastrof. Jednocześnie wykorzystują energię pola magnetycznego planety by uzdrowić "uszkodzone" (w wyniku danej katastrofy) ludzkie energie. Po prostu wsysają negatywne oddziaływania, pozostawiając odnowioną i "odkurzoną" ludzką energię, dzięki czemu ludziom łatwiej jest "dojść do siebie", nawet po największej tragedii, wywołanej czynnikami naturalnymi (powodzie, pożary, trzęsienia ziemi itd.).

Druga grupa Dusz Łagodzących neutralizuje zaś wszelką negatywną energię wywołaną bezpośrednią działalnością człowieka. A jak to wygląda w praktyce? Otóż Dusze Łagodzące "wpływają" (nie oznacza to jednak wpływania na ich Wolną Wolę i zmuszania ich do takiego a nie innego postępowania, raczej jest to łagodna aluzja - pozytywne fale które docierają) do umysłu ludzi "poczciwych" (w podobny sposób można łatwo zneutralizować swojego wroga lub przeciwnika z którym ciężko nieraz sobie poradzić czy to w pracy, czy w szkole. Wystarczy bowiem na spokojnie, ale szczerze, całkowicie szczerze i z pełnym oddaniem bez żadnego udawania zacząć bombardować go pozytywną energią wysyłaną od nas samych, typu: "bardzo Cię lubię, dlaczego jesteś dla mnie taki niemiły, przestań, bądźmy przyjaciółmi" i tym podobne. Jeśli będziemy to powtarzać konsekwentnie, to nie ma siły żeby ta osoba nagle nie zmieniła do nas swojego stosunku i nie zaczęła na nas patrzeć w pozytywny sposób. Pamiętajmy bowiem że zła nigdy nie pokonamy złem, zło możemy zawsze zwyciężyć tylko dobrem). Nie każdy jest bowiem w stanie "odebrać" te sygnały (zaś umysły "szaleńców" są całkowicie zamknięte na wszelkie aluzje). Przekazywanie tych fal można porównać do tamy, którą raz na jakiś czas się otwiera by dostarczyć dolinie niezbędnej wody, potrzebnej na użyźnienie pól. Dodatkowo owe Dusze Harmonizujące (Łagodzące) muszą porządkować i zharmonizować nieskoordynowane i rozproszone ludzkie myśli, które co chwila są generowane przez ludzki umysł (chodzi o zrównoważenie oscylacyjnej dysharmonii). Harmonizowanie ludzkich myśli jest bardzo ważnym (wręcz kluczowym) zadaniem ich pracy, gdyż ułatwia "przesył" i ekspresję harmonijnego myślenia i pozytywnej energii. Ale nie tylko myśli znajdują się w kręgu ich bezpośrednich zainteresowań - również dźwięki werbalne - mowa, poprzez którą ludzie są w stanie powodować ból i cierpienie drugiej osobie - stanowią cześć ich pracy. Poza tym Dusze Łagodzące przesyłają również w swych falach - nadzieję, która rozprasza negatywne skupiska energetyczne (takie jak na przykład - niewiara czy rozczarowanie).

Należy jednak pamiętać że Dusze Łagodzące nie działają po to, aby cokolwiek wymusić na ludzkich umysłach, tylko po to, by to sami ludzie wpadli na podsuwane im pomysły - to ludzie mają sami sobie pomóc, Oni jedynie dostarczają im motywacji i rozpraszają negatywne myślenie, niczym chmury wiodące ku Słońcu. Ludzie inkarnują i istnieją po to, by radzić sobie w trudnych sytuacjach, w obrębie "matrycy" własnej inteligencji - egzystując w (bardzo często) niesprzyjających im warunkach, które wywołują cierpienia i ból. Lecz to nasze doczesne życie, te miejsca gdzie przyszliśmy na świat, czego doznaliśmy, co odkryliśmy, twarze naszych bliskich i znajomych - to wszystko jest częścią otaczającego nas piękna i harmonii - i to zostanie z nami już na wieczność (choć wydaje się że - przynajmniej niektórzy - ludzie mają pewne opory przed uznaniem faktu, że jesteśmy nieśmiertelni i że nie mieliśmy nigdy początku oraz nigdy też nie będziemy mieli końca, dla niektórych z nich wydaje się to dosyć przerażające. No cóż - to już ich problem 😊). To daje nam nadzieję do dalszej pracy i do dalszego życia (w owych niesprzyjających warunkach). To jest właśnie to koło wzajemnie występujących obok siebie przeciwieństw, które stanowi część naszego "szkolenia" na tym świecie. Dusze Łagodzące mają nam jedynie przypomnieć i rozjaśnić w głowach że sami jesteśmy w stanie dokonać wielu dobrych rzeczy. Że jesteśmy w stanie wygenerować wiele pozytywnej energii, która co prawda może "sąsiadować" też i z negatywną, ale nasze działania powinniśmy skupić na niwelowaniu skutków naszych własnych negatywnych oddziaływań i wyborów. Powinniśmy też nauczyć się cieszyć z wszelkich dobrodziejstw jakie otrzymujemy od losu i z powagą przyjmować spotykające nas niedole (zbytnia radość z odniesionego sukcesu wydaje się niewskazana, chyba że lubimy cieszyć się z błyskotek, podobnie też wielki smutek w chwilach nieszczęścia jest niepotrzebny, gdyż wszystko można odwrócić, a my sami mamy ku temu klucze, tylko musimy to sobie jeszcze uświadomić).
 

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz