Strony

STRONY

09 czerwca 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. IX

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. IX




 Szalejąca inflacja była prawdziwym wyzwaniem dla każdego nowego rządu w roku 1923. Choć dotknęła ona wiele innych krajów Europy Środkowej (w tym Austrię i Węgry) to jednak największe spustoszenie poczyniła w Niemczech, a na drugim miejscu była właśnie Polska. 20 czerwca Ministerstwo Skarbu nie widziało już innego wyjścia, jak zamknięcie giełd pieniężnych i zawieszenie obrotu walutami. W czerwcu za jednego dolara płacono 140 tys. marek polskich, w lipcu już 230 tys. Pieniądze coraz bardziej traciły na wartości, a to powodowało że podatki również stawały się fikcją (np. w drugiej połowie 1923 r. podatek gruntowy za 1 hektara wynosił mniej więcej równowartość jajka). Wprowadzenie proponowanej przez Władysława Grabskiego (który pozostał na swoim stanowisku w nowym rządzie) reformy finansowej państwa, było odkładane przez rząd Chjeno-Piasta, gdyż politycy ci obawiali się że najbardziej uderzy owa reforma właśnie w ich wyborców. Z tego powodu Grabski podał się do dymisji 30 czerwca 1923 r. a jego miejsce zajął Hubert Linde, który rozpoczął urzędowanie od dodruku pieniądza, co jeszcze bardziej spotęgowało inflację. Ceny zmieniały się dosłownie z dnia na dzień, co jeszcze bardziej dezorganizowało gospodarkę. Rozpleniła się spekulacja i pojawiły się różnego rodzaju gospodarcze afery. Rząd próbował z tym walczyć metodami policyjnymi, co oczywiście nie mogło przynieść zamierzonych skutków na dłuższą metę. Inflacja oczywiście najbardziej uderzyła w ludzi najuboższych i tych, którzy wykonywali zawody tzw. fizyczne i którzy z reguły nie mieli wartości nie ulegających deprecjacji (jak np. złoto lub ziemia). Te same procesy wystąpiły w Niemczech, z tym że na znacznie większą skalę. Pieniądze stały się bezwartościowym świstkiem papieru, który nadawał się co najwyżej do ogrzania mieszkania w piecu, lub do wykonania z niego stroju (np. na przyjęcie karnawałowe lub sylwestrowe). Rozliczeń dokonywano w Niemczech w zasadzie jedynie w walucie stałej (czyli np. w złocie) lub też w walutach obcych (głównie w dolarach lub frankach), ewentualnie powrócił handel wymienny, czyli towar za towar.

Nieporadność rządu Witosa na polu gospodarczym, starano się w jakiś sposób przykryć amnestią, która miała wejść w życie 24 lipca 1923 r. Jednak na wniosek rządu Sejm 26 czerwca przyjął, iż planowana amnestia nie będzie obejmowała "wywrotowców powyżej 17 roku życia, skazanych za dążenie do rozpowszechniania zasad ustroju komunistycznego". Jednocześnie dwa dni później Sejm przyjął uchwałę na temat osoby Marszałka Józefa Piłsudskiego, w której można było przeczytać: "Sejm stwierdza, że Marszałek Józef Piłsudski jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz zasłużył się narodowi".

Z końcem czerwca Marszałek złożył również przewodnictwo w Ścisłej Radzie Wojennej (była to ostatnia z piastowanych przez Niego funkcji publicznych). A 3 lipca 1923 r. w Sali Malinowej hotelu "Bristol" w Warszawie, na pożegnalnym przyjęciu z oficerami z którymi przez lata współpracował, dał upust swemu zniesmaczeniu polską polityką po zakończeniu Wojny z bolszewikami. Tam właśnie znalazły się sławne potem słowa o "Zaplutym karle z rodzimych bagien, który bity po pysku przez zaborcę, sprzedajny, teraz wszystko chce sprowadzić do swojego poziomu". Marszałek mówił: "Gdziekolwiek indziej wódz naczelny który jest zwycięzcą, jest czczony i czyni się wysiłki, aby błyszczał. U nas przeciwnie. Wódz musi iść do błota i dopiero gdy wystarczająco się tego błota napije, staje się godny Polski. (...) O co tu idzie? Tu idzie o plucie! Zapluty karzeł z bagien rodzimych pluje. Bity niegdyś po pysku przez zaborcę, sprzedajny, teraz wszystko stara się sprowadzić do swojego poziomu".




Piłsudski po rezygnacji ze wszystkich urzędów wojskowych i politycznych, wycofał się do podarowanego mu przez Naród dworku w Sulejówku (zwanego Milusinem). Pani Aleksandra Piłsudska pisała potem, że to były najlepsze chwile w ich życiu, gdy mąż był w domu i gdy bawił się z córkami. Piłsudski uwielbiał ogród którym zajmowała się jego małżonka, ale sam nie potrafił zajmować się kwiatami (pani Aleksandra pisała też, że mąż pewnego razu próbował zająć się ogrodem i cały dzień kopał w ziemi, a potem na drugi dzień nie mógł się ruszyć z łóżka) i uwielbiał patrzeć jak robi to jego małżonka. Około godziny 21:00 Piłsudski siadał do pisania książek lub też przemówień z których rodzina żyła (bowiem Piłsudski zrezygnował z wszelkich uposażeń twierdząc, że nie ma prawa swoimi problemami finansowymi obarczać odrodzone Państwo). Ale i tutaj sam osobiście nie pisał, jedynie dyktował, chodząc wokół pokoju (najczęściej wokół stołu - bo to było rodzinne u Piłsudskich. Oni bowiem, jak mieli do rozważenia jakiś kłopot, to wzajemnie chodzili wokół stojącego na środku pokoju stołu i dla pani Aleksandry wyglądało to wówczas nieco komicznie). Pisaniem oczywiście zajmowała się Aleksandra Piłsudska, Marszałek tylko dyktował (i to często tak szybko, że nie nadążała za Nim). Kończono ową pisaninę ok. drugiej w nocy i udawano się do łóżek. Warto też dodać (już na marginesie) że Marszałek bardzo bał się duchów i szczególnie w Belwederze sypiał przy zapalonej lampce (twierdził bowiem że nocami po korytarzach Belwederu przechadzał się arcyksiążę Konstanty Pawłowicz, brat cara Aleksandra I i Mikołaja I, który w latach 1815-1830 był realnym władcą Królestwa Kongresowego. Jeszcze mała dygresja odnośnie Milusina. Według wspomnień publicysty i dziennikarza Ryszarda Wojny urodzonego w 1920 r. w końcu lat sześćdziesiątych przebywał on akurat w rejonie Sulejówka i pisał tak: "Było to w końcu lat sześćdziesiątych. Wojskowy gazik wiózł mnie do wojsk pancernych pod Sulejówkiem. Kiedy wyjechaliśmy w pierwsze uliczki, rzekłem - właściwie sam do siebie - to gdzieś tutaj mieszkał Piłsudski. Towarzyszący mi major, "politruk" zapytał z miejsca: "Chce pan zobaczyć tę willę?" Przytaknąłem. Młody kierowca wiedział, jak tam dojechać. Dom, w którym mieściło się wówczas przedszkole, był ładnie utrzymany. W ogrodzie bawiły się dzieci. Major z nieskrywaną dumą mówił, że to pancerniacy opiekują się obejściem, a wskazując ręką na duży kwiatowy klomb, dodał: "Powiedziano nam, że to jest grób Kasztanki, więc sadzimy tam kwiaty". Oniemiałem. Jak się miała oficjalna ideologia do poczucia ciągłości historii Polski?!"




Wcześniej, bowiem 24 czerwca 1923 r. ok. godz. 22:00 Krakowskim Przedmieściem wstrząsnęła potężna eksplozja. Bomba wybuchła w Gmachu Porektorskim Uniwersytetu Warszawskiego, w którym nie tylko wyleciały szyby z okien, ale również zawalił się dach. Biorąc pod uwagę wcześniejsze detonacje w czasie których nie było ofiar śmiertelnych (o których pisałem w poprzedniej części) tym razem była ofiara śmiertelna. To ciężko ranny profesor Roman Orzęcki, który szybko przywieziony do szpitala św. Rocha, zmarł tam nie odzyskawszy przytomności (odszedł znakomity ekonomista, który wcześniej - jeszcze w czasie zaborów będąc na Ukrainie, nie krył się ani ze swoją katolicką wiarą, ani też z polskim patriotyzmem). Siła wybuchu owej bomby lątowej (jak potem stwierdził ekspert, kapitan Zessel z Oddziału IV Sztabu Generalnego Wojska Polskiego) była bez porównania większa niż wcześniejsze detonacje. Nie tylko bowiem zawalił się dach budynku, ale również zniszczone zostały schody łączące poszczególne piętra. Ci, którzy zostali uwięzieni na wyższych piętrach, byli potem ściągani przez strażaków za pomocą drabin. Policja gorączkowo szukała sprawców, a politycy w Sejmie przerzucali się oskarżeniami kto mógł spowodować owe ataki. Jedni twierdzili że byli to z pewnością komuniści, inni zaś uważali że to endecja, jeszcze inni że to zwolennicy Marszałka itd. Prawda zaś była taka, że atakowano zarówno budynki należące do prawicy jak i lewicy oraz Żydów, co realnie wprowadzało zamęt i niepewność. Już bowiem dnia następnego 25 czerwca ktoś przekazał informację o podłożeniu kolejnej bomby pod lokalem jednej z żydowskich organizacji. Policja przeszukała teren i rzeczywiście znaleziono ładunek który nie eksplodował. Studenci na Uniwersytecie Warszawskim zorganizowali pikietę, która miała być odpowiedzią na barbarzyńską śmierć lubianego przez nich profesora. Rektor uczelni Jan Łukasiewicz apelował o wyprowadzenie polityki z uczelni, ostatecznie wykłady zawieszono na dwa dni. Brak postępu w śledztwie kompromitował przede wszystkim rządzącą formację Chjeno-Piasta, dlatego politycy naciskali na komendanta policji, aby ten wreszcie dał im winnego, którego oni mogliby przedstawić społeczeństwu. Ostatecznie więc aresztowano pewnego studenta, u którego znaleziono w domu materiał wybuchowy, oraz piekarza, u którego policja znalazła siedem innych ładunków wybuchowych. 4 sierpnia z trybuny sejmowej minister spraw wewnętrznych Władysław Kiernik ogłosił, że wreszcie ujęto sprawców zamachów bombowych z Krakowa i Warszawy. Dodał również, że w nocy z 1 na 2 sierpnia aresztowano 10 członków tajnej organizacji - wśród których było dwóch oficerów Wojska Polskiego - którzy planowali kolejne zamachy i którzy byli powiązani z siatką komunistyczną. Posłowie lewicy ostro protestowali wobec takim faktom, twierdząc że ataki ustały z chwilą dojścia prawicy do władzy, czyli innymi słowy przestały być potrzebne.


ZAWALONY DACH 
GMACHU POREKTORSKIEGO 
UNIWERSYTETU WARSZAWSKIEGO



Ostatecznie na ławie oskarżonych zasiadło pięciu mężczyzn, w tym pirotechnik i jeden podporucznik. Ponoć miała ich rozpoznać adwokat Helena Dziewianowska, która tego dnia przechodziła obok budynku Uniwersytetu i widziała dwóch mężczyzn, których opisała jako oskarżonych. Uznano ich za agentów komunistycznych działających na zlecenie, ale wiele faktów było bardzo niespójnych, tym bardziej że gdy doszło do konfrontacji i Dziewianowska ponownie przyglądała się rekonstrukcji wydarzeń z tamtego feralnego dnia, już nie była taka pewna czy to owi mężczyźni są tymi, których należy oskarżyć o udział w zamachu. Poza tym ten, który miał być komunistą, okazał się bohaterem z czasów Wojny z bolszewikami, który otrzymał Krzyż Walecznych za męstwo w boju. Inny ze sprawców miał się okazać policyjnym agentem, który miał za zadanie przeniknąć do struktur Komunistycznej Partii Robotniczej Polski i ją zinwigilować. Ostatecznie tylko trzech mężczyzn usłyszało wyroki skazujące na 15 lat więzienia, byli to Mieczysław Krasiński, Mieczysław Rotter i Lucjan Maśliński (jednak zostali oni oczyszczeni z zarzutu ostatniego zamachu i śmierci profesora Orzęckiego). Natomiast porucznik Walery Bagiński i podporucznik Antoni Wieczorkiewicz skazani zostali na karę śmierci, gdyż miano im udowodnić przynależność do KPRP i dążenie do "wielkiej rewolucji społecznej" i chęć przyłączenia ziem polskich do ZSRS. Ostatecznie nie zostali zabici, gdyż prezydent Wojciechowski zastosował prawo łaski, mieli też być wymienieni na przetrzymywanych na moskiewskiej Łubiance polskiego konsula w Gruzji Józefa Łaszkiewicza wraz z rodziną i księdza Bronisława Usasa. Do wymiany jednak nie doszło, gdyż gdy byli tam transportowani (w 1925 r.) Bagiński i Wieczorkiewicz zostali zastrzeleni przez eskortującego ich przodownika policji Wincentego Muraszkę (zapewne kolejny sowiecki szpicel), który potem tłumaczył się iż "nienawidzi komunistów śmiejących się Polakom prosto w twarz". Został uniewinniony przez sąd. Według mnie jednak za tymi atakami od początku do końca stali Sowieci z grupy zamachowców Władimira Milutina. Oczywiście żadnych dowodów na to nie mam i mieć nie mogę, aczkolwiek należy pamiętać że właśnie wówczas (1923/1924) sowiecki wywiad dążył do wywołania w Polsce jak największego politycznego chaosu, a co za tym idzie również wszelkiego typu ataków bombowych i innych (w tym i zabójstw) w celu sprowokowania wojny domowej i umożliwienia sowieckiej interwencji w Polsce, która mogłaby dojść co najmniej do Niemiec. Oczywiście zamachy te miano przeprowadzać rękoma tutejszych komunistów, ewentualnie ludzi zwerbowanych lub przekupionych jak oficerowie, żołnierze czy studenci. Tak uważam i takie jest moje zdanie.

24 lipca 1923 r. w Lozannie zwycięskie mocarstwa I Wojny Światowej podpisały pokój z Turcją, na mocy którego wojska brytyjsko-francuskie wycofały się z Konstantynopola. Jednocześnie - po przegranej wojnie z Turkami - swoje ziemie (na których żyli tam od tysięcy lat) musieli opuścić Grecy. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie temu, aby Turcję uczynić republiką i znieść ostatecznie sułtanat osmański.




16 sierpnia władze polskie w Wielkopolsce i na Pomorzu rozwiązały niemiecki Związek Nauczycieli. Sprzedano również Zakłady Żyrardowskie francuskiej spółce Marcela Boussaca. Skarb Państwa poniósł na tej inwestycji duże straty, jako że sprzedaż nie uwzględniła dramatycznego spadku kursu marki polskiej. 

1 września 1923 r. straszliwe trzęsienie ziemi nawiedziło Japonię. Budynki w okolicach Kobe i Osaki waliły się jak domki z kart a rozszalałe pożary i uderzenia gigantycznych fal morskich, odbitych od poruszonego dna Pacyfiku, ostatecznie spowodowały śmierć 143 000 ludzi. Było to bez porównania największe trzęsienie ziemi w dotychczasowej historii Japonii.






W sierpniu 1923 r. Marszałek Józef Piłsudski wziął udział w II Zjeździe Związku Legionistów w Krakowie. Miesiąc później udzielił Marszałek wywiadu dziennikarzowi Władysławowi Baranowskiemu, w którym to żalił się, iż w odrodzonym państwie ogromne pole do popisu ma nie tylko obca agentura, ale również rodzimi inwigilatorzy (żalił się bowiem na podsłuchy telefoniczne i na ciągłą obserwację Jego osoby), mówił: "Widzę tu, pętające się dookoła mego domu rozmaite indywidua i coraz to nowe twarze. (...) Znam się na tym. Robią to przy tym tak niezgrabnie, nowicjusze. Inwigilują Naczelnego Wodza. (...) Mam w tym względzie swój pogląd i na wszystko jestem przygotowany" a po cichu dodał: "Mordercy".

W dniach 19 września - 2 października 1923 r. w miejscowości Bolszewo pod Moskwą odbył się II Zjazd Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Był to jednocześnie ostatni zjazd, na którym delegaci zostali wybrani w miarę demokratycznie, każdy następny skład partii był już z góry narzucany przez Moskwę. Ostatecznie wybrano 49 delegatów, a atmosfera zjazdu upływała pod znakiem bliskiego wybuchu rewolucji komunistycznej w Niemczech. W obradach uczestniczył również przewodniczący Komitetu Wykonawczego Kominternu Grigorij Zinowiew, który zapowiadał: "Rewolucja niemiecka jest nieunikniona i w najkrótszym zapewne czasie rozegrają się tam wypadki rozstrzygające. Stanie się to za parę miesięcy, być może wcześniej, raczej wcześniej niż później". Zinowiew z takim przekonaniem głosił rozpoczęcie rewolucji niemieckiej, gdyż wiedział już doskonale że na Kremlu zapadła decyzja o wsparciu sotni (zenturien) Brandlera - przywódcy niemieckich komunistów - który miał rozpocząć rewolucję najpierw w Dreźnie i w Saksonii, następnie w Hamburgu, potem w Berlinie i ostatecznie w całych Niemczech. Zinowiew podczas swej przemowy wielokrotnie podkreślał konieczność takiej rewolucji, a jednocześnie stwierdzał że: "Rosyjska partia komunistyczna, nasza Republika sowiecka, nawet gdyby tego chciała, nie mogłaby, nie potrafiłaby oddzielić swych losów od losów rewolucji niemieckiej". Oczywiście na końcu deklamował że: "my jesteśmy za pokojem", czyli stara śpiewka komunistów nawołujących do rewolucji wszędzie gdzie tylko można, a jednocześnie podkreślających że oni to są gołąbkami pokoju (swoją drogą jeszcze nie pisałem na temat gołębi, dlaczego to stały się symbolami pokoju. Gołębie bowiem są bardzo agresywnymi zwierzętami i raczej nie powinny być uważane za symbol pokoju, ale to opowieść na zupełnie inny temat). Komunistyczna Partia Robotnicza Polski jednocześnie na tym zjeździe deklarowała powrót do "haseł patriotycznych". Oczywiście uznawano polską niepodległość, ale deklarowano jednocześnie, że prawdziwa niepodległość będzie wtedy, gdy Polska opsze swą koncepcję na bratnim sojuszu z rewolucją niemiecką i rosyjską, na utworzeniu "Federacji Wolnych Republik Robotniczo-Chłopskich Europy" (czyli to, co mamy dziś, tylko w wydaniu Unii Europejskiej). Oczywiście uznawano że wschodnia granica Rzeczpospolitej musi zostać zmieniona, gdyż Ukraińcy, Białorusini i Litwini pragną "połączenia z ich braćmi po drugiej stronie słupów granicznych". Natomiast wyciszono negację zachodniej granicy Polski. Do 16-osobowego składu Komitetu Centralnego wybrano: Adolfa Warszawskiego-Warskiego, Marię Koszucką, Maksymiliana Horowitz-Waleckiego, Saula Amsterdama-Henrykowskiego, Henryka Bitner-Bicza, Juliana Bruna, Aleksandra Danieluk-Stefańskiego, Franciszka Fiedlera, Franciszka Grzelszczaka, Romana Jabłonowskiego, Władysława Stein-Krajewskiego, Osipa Kriłyk-Wasilkiw, Stanisława Mertens-Skulskiego, Ludwika Szabatowskiego, Jerzego Sochacki-Czeszejko i Wacława Wróblewskiego.




Sowieckie Politbiuro wyznaczyło datę wybuchu rewolucji w Niemczech na 9 listopada 1923 r. W tym celu do Niemiec przerzucono najróżniejszych agentów i współpracowników Razwiedupra (wywiadu wojskowego), INO (oddziału zagranicznego), GPU i Kominternu. Zakładano tam tajne bazy z bronią, formowano i szkolono oddziały bojowe Komunistycznej Partii Niemiec, a przede wszystkim przeznaczono na ten cel kwotę 300 milionów rubli w złocie, która była bez wątpienia astronomiczna, a jednocześnie pokazywała jak bardzo Sowietom zależało na wybuchu rewolucji w Niemczech i (po zwycięstwie) na połączeniu dwóch komunistycznych państw w celu dalszej ekspansji na Europę.

22 września w Bułgarii tamtejsi komuniści podjęli nieudaną próbę wszczęcia rewolucji komunistycznej. Bułgaria należała do państw, które znalazły się w obozie przegranych I Wojny Światowej. Przystąpiła do wojny 6 października 1915 r. po stronie Niemiec i Austro-Węgier (notabene wejście do wojny Bułgarii doprowadziło do załamania się obrony Serbów i zajęcia kraju przez wojska austro-węgierskie i bułgarskie). Gdy jednak wojna na Zachodzie dobiegała zwycięskiego dla aliantów końca, 29 września 1918 r. w Salonikach Bułgaria podpisała zawieszenie broni i wycofała się z wojny, 3 października abdykował dotychczasowy car Ferdynand I a jego miejsce zajął 24-letni syn Borys III. Kraj następnie został zajęty przez wojska francuskie, brytyjskie i włoskie, wprowadzono też stan wyjątkowy w całym kraju. Do tego dochodziły powojenne trudności gospodarcze, ogromna drożyzna i braki podstawowych towarów żywnościowych a także opałowych. Wszystko to stwarzało doskonałe podglebie dla wybuchu rewolucji komunistycznej. 27 lipca 1919 r. Bułgaria podpisała w Neuilly pod Paryżem układ pokojowy, na mocy którego traciła znaczne tereny na korzyść Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców (czyli późniejszej Jugosławii), Rumunii i Grecji. W kraju nazwano to "Drugą katastrofą narodową" (pierwszą była klęska w wojnie z koalicją bałkańską i Turcją w roku 1913). W kolejnych latach trwała gospodarcza penetracja Bułgarii przez wielki międzynarodowy kapitał, to zaś doprowadziło iż już w 1921 r. wszystkie banki, cukrownie i prawie wszystkie kopalnie węgla oraz rud były w obcych rękach. W 1921 r. przyszło jeszcze załamanie gospodarcze, w wyniku którego wiele osób straciło pracę. Kryzys potęgował się i był to wymarzony czas dla Moskwy. Rządząca w kraju socjal-ludowa partia zemedelców Aleksandra Stambolijskiego wybitnie sobie nie radziła z tymi problemami. W kraju panowała też obawa przewrotu (czy to prawicowego czy lewicowego), tym bardziej że stacjonowały tu oddziały rosyjskiej, białogardyńskiej Armii gen. Wrangla, które przybyły tutaj na początku 1920 r. z Krymu. Ostatecznie rząd Stambolijskiego zmusił ich do złożenia broni i rozwiązania się, mimo to w kraju panowała atmosfera wrzenia. Domagano się aresztowania i surowego osądzenia sprawców klęsk z 1913 i 1918 roku (sprawcy wciągnięcia Bułgarii w wojnę w 1915 już wówczas zostali osądzeni i trafili do więzień), wręcz domagano się krwi za narodowe krzywdy. W nocy z 8 na 9 czerwca 1923 r. z poparciem cara Borysa, przeprowadzony został wojskowy zamach stanu przeciwko rządom zemedelców. Wojsko (i junkrowie Szkoły Wojskowej w Sofii) aresztowali wielu przedstawicieli tego stronnictwa, sam premier Stambolijski przybywał wówczas w swej rodzinnej wsi Sławowica, gdzie zorganizował opór chłopów, który załamał się już 11 czerwca. Aresztowany, został przewieziony do swej willi w Sławowicy, gdzie rozpoczęły się wielogodzinne tortury. Ostatecznie został tam też zamordowany. Nowym premierem 9 czerwca został Aleksander Cankow, organizator "Narodowego Porozumienia" (złożonego z partii demokratycznej, ludowej i radykalnej). By poprawić sytuację ekonomiczną kraju, nowy rząd zamierzał przede wszystkim zwiększyć liczbę godzin pracy, jednocześnie obniżając pensję robotnikom. 12 września aresztowano 2000 komunistów bułgarskich, gdyż spodziewano się przewrotu komunistycznego. Rzeczywiście doszło do niego w nocy z 22 na 23 września 1923 r. głównie w północno-zachodniej Bułgarii. Ostatecznie do 29 września (po krwawych walkach o kilka tamtejszych miast) rewolucja komunistyczna zakończyła się klęską, a sami rewolucjoniści z Georgij Dymitrowem na czele uciekli do Jugosławii.




10 października w Moskwie na Międzynarodowym Kongresie Chłopskim utworzono Międzynarodówkę Chłopską (Kriestintern) której to zastępcą sekretarza generalnego w latach 1923-1928 był działacz KPRP Tomasz Dąbal.


CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz