USZKODZENIE I NAPRAWA FIRMAMENTU NIEBIESKIEGO OZIĘBIENIE KLIMATU - OSTATNIA EPOKA LODOWCOWA W DZIEJACH ZIEMI ORAZ OSTATECZNE WYMARCIE PRYMITYWNYCH LULUSÓW
EPOKA LODOWCOWA
i NAPRAWA FIRMAMENTU WODNEGO
Po zakończeniu wojen z imperiami: MU i Ujghur, Atlanci na jakiś czas zaprzestali dalszych podbojów. Było to o tyle łatwiejsze, że praktycznie wszystkie państwa ówczesnego świata uznały niekwestionowaną pozycję Atlantydy i aby nie prowokować inwazji, wolały płacić haracz. Atlanci mogli więc teraz skupić się na innych kwestiach, które zaczynały być coraz bardziej dokuczliwe. Jedną z takich kwestii była niezwłoczna naprawa uszkodzonego firmamentu wodnego, który istniał w owych czasach nad Ziemią, chroniąc mieszkańców przed szkodliwym promieniowaniem z głębi kosmosu. Uszkodzenie firmamentu wodnego (zostanie on definitywnie zniszczony po wybuchu I Wojny Piramidowej), było efektem agresywnej działalności samych Atlantów, a przede wszystkim ściągnięcia przez nich na kontynent Lamar - wielkiej asteroidy. Sytuacja stawała się coraz poważniejsza, gdyż w owym czasie zaczęła się coraz wyraźniej ochładzać temperatura powietrza na Ziemi (szczególnie było to widoczne na terenach północnej Europy, Azji i Ameryki). Oczywiście klimat nie wszędzie był jednolity, a w niektórych regionach globu w czasie trwania owego zlodowacenia, klimat był cieplejszy niż jest obecnie (np. Azja Centralna i Południowa, Europa Południowa i Środkowa, oraz Afryka - gdzie panowały wręcz temperatury tropikalne - znacznie wyższe od obecnych 40° Celsjusza).
Mimo to, na północy kontynenty poczęły pokrywać się lodem i zmarzliną. Wyginęło wiele gatunków roślin i zwierząt, które nie potrafiły przystosować się do zmienionych warunków atmosferycznych. Dodatkowo na Ziemię napływało (powoli - falami, lecz w sposób ciągły) promieniowanie kosmiczne, które bardzo negatywnie zaczęło wpływać na odporność i długość życia mieszkańców naszej planety. Należało coś z tym zrobić i to bardzo szybko, nim dziura w firmamencie wodnym nie osiągnęła gigantycznych rozmiarów i nie zaczęła naprawdę zagrażać życiu Ludzi i innych istot na Ziemi. W tym celu wybrana grupa naukowców (genetyków i astronomów) wysłana została na Księżyc (Chowtę), gdzie założono placówkę badawczą w celu odbudowy zagrożonego firmamentu. Prace naprawcze na Księżycu trwały dość długo, prawie dwa pokolenia (czyli od ok. 25 000 r. p.n.e. do ok. 23 500 r. p.n.e.) i zakończyły się sukcesem - Atlanci odbudowali firmament niebieski. Oczywiście nie spowodowało to ustąpienia lodowców z północy i taki stan przetrwał tam przez ok. 15 tysięcy lat
ZAGŁADA PRYMITYWNYCH LULUSÓW
(M.in.: HOMO NEANDERTHALENSIS)
Pierwotni LuLusi, to były istoty ludzkie, stworzone przez Enkiego w jego afrykańskiej bazie w ABZU, których powołaniem miała być ciężka praca w kopalniach złota, potrzebnego Nibiruanom w celu naprawy uszkodzonego pola siłowego okrętu/planety Nibiru. Niestety, zrodzenie (ok. 200 000 lat temu) przez Ninlil (kochankę Enkiego i żonę jego brata - Enlila) pierwszego człowieka rozumnego (w dużej mierze z genów ziemskich małpoludów), powitano co prawda z zadowoleniem, jednak szybko się okazało że te istoty są bezpłodne i aby ich "naprodukować" więcej, należy komórki jajowe samic ziemskich małpoludów (zapłodnione "boskim sziru" przez Nibiruan), umieścić w łonie Nibiruanek. Proces należało więc co jakiś czas powtarzać, gdyż te istoty nie mogły się samodzielnie rozmnażać. Była to więc żmudna i często niebezpieczna praktyka, gdyż nie każda ciąża kończyła się szczęśliwie, niekiedy kobiety umierały podczas porodów, czy też w czasie wszelakich wcześniejszych powikłań. Enki przeprowadzał więc szereg nowych eksperymentów i z czasem doszedł do przekonania, że rozwiązaniem niepłodności pierwszych LuLusów jest zastąpienie komórki jajowej samic ziemskich małpoludów, bezpośrednio zapłodnioną komórką jajową kobiety z tego samego gatunku (w tym przypadku Nibiruanki). Po wizycie króla Plejad - Pelagona (ok. 49 000 r. p.n.e. ) i przekazania jego "sziru" do dalszych badań genetycznych, Enki połączył je z własnym na poziomie molekuł, a następnie zapłodnił nim swą siostrę - Ninhursag.
Tak (ok. 48 790 r. p.n.e.), narodził się ADAPA, czyli pierwszy w pełni rozumny człowiek, zwany przez Biblię - ADAMEM. Mógł on się już samodzielnie rozmnażać i pozbawiony był też cech zwierzęcych, które (choć w niewielkiej formie) wciąż posiadali prymitywni LuLusi. Adam zrodził się w EDENIE (konkretnie w Shuruppak - ośrodku medycznym Nibiruan, którym szefowała Ninhursag), a gdy ukończył dwa lata, matka uśpiła go do snu i w tym czasie pobrała od niego "sziru", by dzięki temu stworzyć mu towarzyszkę życia. Po dziewięciu miesiącach Ninhursag (która zapłodniła się "sziru" swego syna) zrodziła dziewczynkę (jej narodziny zostały wcześniej zaplanowane), nazwała ją LILITH. Potem Lilith stanie się matką a Adam ojcem kolejnej biblijnej postaci - EWY. Ta z kolei zrodzi synów KAINA i ABLA. Niechęć braci spowoduje że jeden zabije drugiego, lecz sąd Nibiruan - pod przewodnictwem Enkiego - zabroni wymierzyć Kainowi karę śmierci ("Jest moim wnukiem, Kain ma żyć" - miał wykrzyczeć Enki w stronę innych Nibiruan, zdecydowanych do skazania Kaina na śmierć). Kain następnie (wraz z żoną) będzie zmuszony opuścić teren Edenu i przenieść się na Wschód (gdzie rozpocznie budowę miasta NUD i zginie podczas jego budowy, przygnieciony jednym ze spadających kamieni). Dzięki pomocy Ninurty (syna Enlila), ród Kaina rozprzestrzeni się jednak po świecie.
Tymczasem Enki w swym laboratorium długo pracował nad genetyczną modyfikacją kolejnych Lulusów. Sojusz polityczny z Enlilem (który opisałem we wcześniejszych tematach) bardzo mu w tym pomógł, gdyż dał mu czas na badania naukowe, jednocześnie kumulując większość władzy w rękach Enlila (Enki nie będzie już więcej konkurował z bratem, pogodzi się z jego przewodnictwem a nawet będzie mu to na rękę, zważywszy eksperymenty, którymi odtąd zacznie się zajmować. (oczywiście dobrowolne oddanie władzy nie spodoba się synowi Enkiego - Mardukowi, który sam będzie chciał objąć przewodnictwo nad Nibiruanami i Ziemianami). Jednak jego prace po 48 790 r. p.n.e. będą jedynie "technicznymi uzupełnieniami", gdyż jeszcze na długo przed narodzinami Adama z Edenu - poprzez swoje doświadczenia genetyczne - Enki przywróci LuLusom możliwość wzajemnego rozrodu. Nim narodzi się Adam, powstaną jednak różne gatunki ludzi-pierwotnych (w tym gatunek Homo Neanderthalensis, a także inne gatunki Homo Sapiens, nie posiadające jednak nibiruańskich genów). Gatunki te będą zarówno ze sobą konkurowały (jak podają przekazy zuluskich szamanów, ludzie zrodzeni z krwi "Pierwszego Ludu" - chodzi zapewne o Nibiruan - walczyli z ludźmi-małpami - również genetyczne twory Enkiego, być może byli to właśnie sami Neandertalczycy). Czasami jednak obie grupy wzajemnie się ze sobą krzyżowały (dziś można odnaleźć szkielety ludzi pierwotnych, posiadające geny zarówno Homo Sapiens jak i Homo Neanderthalensis).
Na marginesie można jeszcze zadać pytanie, jeśli pierwotni LuLusi posiedli już możliwość wzajemnego rozrodu, to po co w zasadzie stworzony został Adapa/Adam? Dobre pytanie, na które ani channelingi ani Biblia nie odpowiadają. Sądzę więc że narodziny Adama były z góry zaplanowane, w celu uczynienia z niego przyszłego władcę Edenu (czyli króla Nibiruan i pana wszystkich LuLusów i innych istot żywych na tym terenie - "Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną, abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi" - Biblia Tysiąclecia Ks. Rodzaju 1:28). Adam został więc zrodzony z pełną premedytacją, jako władca tej Ziemi, a nie jako niewolnik, czy robotnik przeznaczony do pracy w kopalniach złota.
Kiedy jednak Enki przywrócił LuLusom płodność? Nie wiadomo (channelingi milczą na temat dat, czy nawet przybliżonych okresów gdzie mogłoby to mieć miejsce). Jednak sądzę że musiało się to stać w jakiś czas po stworzeniu pierwszego Lu-Lu (oczywiście pisząc "w jakiś czas", mam tu na myśli czas liczony w tysiącach lat). W każdym razie jeszcze przed 150 000 r. p.n.e. wszystkie stworzone gatunki LuLusów były płodne i zdolne do rozmnażania. W tym też czasie miało miejsce pierwsze (w tzw.: epoce prehistorycznej), potężne oziębienie klimatu na Ziemi. Wyginęło wówczas bardzo wiele gatunków pierwotnych hominidów (oraz nieudanych genetycznych eksperymentów Enkiego i Ninhursag (jak centaury, ludzie-ptaki, ludzie-węże itd.), którym Nibiruanie nie zapewnili ochrony. Niektóre jednak przetrwały (m.in.: Neandertalczycy), zamieszkując początkowo jaskinie, potem, szałasy i ziemianki, a w końcu domy z kamieni. Pierwsze zlodowacenie przetrwały więc jedynie niektóre gatunki LuLusów, natomiast drugie wielkie zlodowacenie, które miało miejsce właśnie ok. 25 000 r. p.n.e. (czyli już po zagładzie Lemurii), doprowadzi do całkowitej zagłady gatunku Homo Neanderthalensis, nie przetrwa też wiele pierwotnych Homosapiensów (dziś naukowcy twierdzą że był taki okres w dziejach naszej planety i naszego gatunku, że Homo Sapiens Sapiens z którego się wywodzimy, został tak ograniczony liczebnie, że na całej planecie pozostało zaledwie... kilkadziesiąt osób, nie kilkadziesiąt tysięcy, nie kilka tysięcy a właśnie kilkadziesiąt osób z których potem odbudowywano gatunek, łącząc częściowo geny z istniejącymi innymi rasami ziemskimi raz atlantyckiej i lemuriańskiej). Te zaś grupy, które przeżyją, połączą się potem z genami potomków Kaina, lub przybyszami z planety Hebra - tworząc lud Hebrajczyków, oraz z innymi ludzkimi rasami - jak choćby z potomkami Atlantów (m.in. Indoeuropejczycy), Aryjczyków z Ujghur (m.in.: Ariowie) - po jego definitywnym upadku, oraz uciekinierami z dawnego Imperium MU (rasa czerwonoskórych), czy też grupkami potomków dawnych kolonistów z Bakaratini (rasy czarnoskórych mieszkańców Afryki), tworząc współczesne ziemskie rasy gatunku Homo Sapiens Sapiens.
NEFILIM - "BOSKI SIEW"
(CZYLI STOSUNKI NIBIRUAN Z LULUSIANKAMI)
Niektórym Nibiruanom nie wystarczał kontakt z kobietami własnego gatunku. Szukali nowych wrażeń i coraz częściej zerkali w stronę pięknych kobiet z gatunku LuLu, które jednak były już na tyle rozwinięte, że potrafiły się wysławiać i były pozbawione jakichkolwiek cech zwierzęcych (Nibiruanie nie łączyli bowiem swych genów z pierwotnymi, zwierzęcymi jeszcze LuLusami, którzy nie potrafili posługiwać się mową artykułowaną i byli jeszcze zbyt mało inteligentni. Rasa, z którą Nibiruanie zaczęli łączyć swe geny, była znacznie ulepszoną rasą, zbliżoną swym wyglądem, wytrzymałością i możliwościami do rodu Adama i Ewy z Edenu. Ta grupa LuLusów otrzyma potem nazwę Człowieka z Cro Magnon i będzie najdoskonalszą formą Homo Sapiens jaką stworzono w Edenie, podzieli się ona potem na mniejsze grupy i połączy z innymi rasami Gwiezdnych Kolonistów). Tak więc Nibiruanie wybierali jedynie kobiety młode, urodziwe, oraz... mądre (oczywiście jak na swój gatunek), gdyż ich zadaniem nie miał być jedynie sam akt prokreacji, lecz cała otoczka umilania czasu Nibiruanom. Uczono więc te kobiety gry na różnych instrumentach, śpiewu i tańca. Uczono jak upiększać swą twarz (Nibiruanie przekazali LuLusom - oczywiście już tym bardziej rozwiniętym - sekrety kosmetologii) i ciało. Miały bowiem służyć swym "boskim" panom jako ich nałożnice (często bowiem ci Nibiruanie posiadali już żony z własnego gatunku). Wiadomości na ten temat są również zamieszczone w Biblii, z tym że rolę Nibiruan przejęli tam Aniołowie, którzy zeszli z Nieba, biorąc sobie za żony i spółkując z ziemskimi kobietami.
Niektóre z tych kobiet Nibiruanie poślubili, a jako że prawo planety Malona (a to właśnie Malonianie byli tą grupą, która w ogromnej większości przybyła z Nibiru szukać złota na Ziemi) zezwalało na wielożeństwo, nie musieli obawiać się konsekwencji własnych czynów. Połączenie genów Nibiruan z LuLusiankami, ów "Boski Siew", spowodował jednak pewne perturbacje. Mianowicie z tych związków zaczęły się rodzić gigantyczne istoty (przeciętny wzrost Nibiruan sięgał trzech metrów, LuLusianek poniżej dwóch, zaś ich potomstwo dochodziło do nawet 10 metrów wysokości - choć tacy byli ogromną rzadkością, według Edgara Cayce'a dominował bowiem wzrost do 3,5 - 4 metrów). Giganci przetrwali drugą (a w zasadzie to trzecią, uwzględniając zlodowacenie - które miało miejsce ok. 75 000 lat temu) epokę lodowcową zaistniałą w czasach przedhistorycznych, która zaczęła się ok. 25 000 r. p.n.e. Ich kres przyniesie dopiero I (zwany "wielkim") Potop z ok. 12 500 r. p.n.e. (opisany w Biblii), który będzie spowodowany uderzeniem ogromnej asteroidy i zniszczeniem kontynentu Atlantydy. Oczywiście niewielkie grupki gigantów (a raczej ich genów, przekazywanych potomkom) przetrwają dwie wojny piramidowe i dotrwają do czasów historycznych (np. biblijny Goliat, zabity z procy przez Dawida, czy też cesarz rzymski Maksiminus Trak - panujący w latach 235-238 - który miał być ogromnej postury, siły i wytrzymałości. Ponoć mógł jedną ręką pociągnąć naładowany wóz, którego woły nie mogły ruszyć z miejsca. Miał też łamać i wyrywać z ziemi drzewa z korzeniami i kruszyć w dłoniach kamienie - jadał też dziennie ok. 30 kilogramów mięsa i wypijał amforę wina).
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. X
13 października 1923 r. miał miejsce bodajże największy zamach terrorystyczny w międzywojennej Polsce - eksplozja składu amunicji w warszawskiej Cytadeli. Początkowo nic nie zapowiadało tej katastrofy. Rankiem sześciu wchodzących do Cytadeli pracowników prochowni zostało tradycyjnie poddanych rutynowej kontroli (bardzo dokładnej, łącznie z kontrolą bielizny osobistej) w celu znalezienia jakichkolwiek niedopałków lub czegokolwiek co mogłoby zaprószyć ogień w składach amunicji i prochu. Niczego nie znaleziono, jednak ok. godziny 9 rano szef kompanii piechurów 21 Pułku Piechoty porucznik Bakierski zauważył dym unoszący się nad obwałowaniem prochowni. Natychmiast krzyknął do żołnierzy: "Za szwalnię!", a chwilę potem rozległ się potworny rozrywający huk. Był on tak wielki, że żołnierze piechoty - ćwiczący wówczas nad Wisłą, widząc co się dzieje i sądząc że jest to atak gazowy, a nie mając przy sobie masek gazowych, ruszyli ku Wiśle żeby się ukryć w wodzie i tym samym uniknąć śmiertelnych oparów. O skali eksplozji niech świadczy fakt, że w jej wyniku zawaliły się dachy domów oficerskich na Żoliborzu, a na Starym Mieście wyleciały szyby z okien, huk zaś było słychać w Otwocku i Mińsku Mazowieckim. W wyniku eksplozji zniszczony został budynek X Pawilonu Cytadeli, a także stajnia, kuchnia, szwalnia i magazyn z mundurami i tylko dzięki temu że prochownia była częściowo wkopana w ziemię i otaczał ją ziemny wał zawdzięczać należy że siła wybuchu nie była większa i że nie ucierpiał pobliski fort amunicyjny, załadowany pociskami artyleryjskimi. Na miejscu wybuchu zginęło jednak aż 28 osób (w tym wiele kobiet i dzieci, gdyż w forcie mieszkały przecież całe rodziny oficerskie) a 90 kolejnych odniosło poważne rany. O przeprowadzenie tej akcji zostali oskarżeni dwaj oficerowie Wojska Polskiego (których wymieniłem w poprzedniej części) Walery Bagiński i Antoni Wieczorkiewicz, którzy już od sierpnia 1923 r. przybywali w więzieniu, więc nie mogli bezpośrednio podłożyć ładunków wybuchowych (jednak Wieczorkiewicz wcześniej przechwalał się że jest gotów wysadzić Cytadelę w każdym momencie, a po wybuchu śpiewał wraz z Bagińskim pieśń rewolucyjną "Czerwony Sztandar"). Należeli oni jednak do kręgu Władimira Milutina - wysokiego przedstawiciela Kominternu, stojącego od 1923 r. na czele poselstwa sowieckiego w Warszawie. To on zarządzał nasileniem akcji terrorystycznych, akcji strajkowych i wszelkich demonstracji oraz zamieszek ulicznych, to właśnie z ambasady sowieckiej wyszły ładunki wybuchowe, które zostały podłożone w warszawskiej Cytadeli. W każdym razie 10 grudnia Bagiński i Wieczorkiewicz skazani zostali na karę śmierci, zamienioną następnie na długoletnie więzienie (ostatecznie mieli być wymienieni na Polaków uwięzionych na Łubiance, ale do tego nie doszło, gdyż 29 marca 1925 r. zastrzeleni zostali przez eskortującego ich przodownika policji Wincentego Muraszkę). Zamach w warszawskiej Cytadeli mocno przeraził opinią publiczną i wyrwał z przekonania o trwałym bezpieczeństwie.
ZNISZCZONY BUDYNEK X PAWILONU CYTADELI WARSZAWSKIEJ (dół),
ORAZ ZAWALONE DACHY WOJSKOWYCH BUDYNKÓW MIESZKALNYCH (góra)
Natomiast Milutin nie próżnował. To z jego inicjatywy powstało Zakordonnyj Otdieł który koordynował zamachy przeprowadzane na wschodnich terenach Rzeczypospolitej. To za jego zgodą dokonywano zabójstw funkcjonariuszy Policji i Wojska Polskiego, urzędników oraz kolonistów wojskowych na wschodnich rubieżach Polski. To on przekazywał środki i dyspozycje dla bojówek i oddziałów dywersyjnych, które miały wspomagać bunty Białorusinów i Ukraińców, oraz podważać zaufanie do władz Rzeczpospolitej na Wschodzie. W tamtym czasie - jeszcze przed utworzeniem Korpusu Ochrony Pogranicza - był to bardzo poważny problem dla młodej polskiej państwowości.
Również w październiku 1923 r. w Wilnie utworzono Komunistyczną Partię Zachodniej Białorusi, jako autonomiczną strukturę wchodzącą w skład Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Pomimo jednak tego wszystkiego odrodzony kraj z trudem bo z trudem, ale nieustannie rósł w siłę.
21 października 1923 r. z poparciem Francji (a konkretnie premiera Raymonda Poincaré) w Akwizgranie separatyści nadreńscy proklamowali powstanie autonomicznej Republiki Nadreńskiej. Była to już druga po majowej (Trewir) próba oderwania od Niemiec pewnej części terytorium Nadrenii i stworzenia tam teoretycznie niezależnego, a w praktyce całkowicie podporządkowanego i finansowanego przez Francję państewka. Poincaré - zdecydowany przeciwnik Niemiec (był w końcu prezydentem Republiki w czasie Wielkiej Wojny), dążył przede wszystkim do maksymalnego ich osłabienia, a jednocześnie do wymuszenia na nich zapłaty reparacji wojennych w takiej wysokości, w jakiej życzył sobie tego Paryż. Ruch separatystów Adama Dortena (notabene w tym ruchu działał również pierwszy kanclerz powojennych Niemiec - Konrad Adenauer) finansowany przez Francuzów, załamał się jednak już po kilku dniach, mimo to Paryż nie powiedział w tym temacie jeszcze ostatniego słowa i nie była to ostatnia próba wywarcia wpływu na Berlin.
Potęgujący się kryzys francusko-niemiecki w Nadrenii, przełożył się również na zmiany w prawicowej koalicji rządu Chjeno-Piasta (czy też rządu paktu lanckorońskiego - jak chcieliby niektórzy) premiera Wincentego Witosa. 27 października wicepremierem w miejsce Stanisława Głąbińskiego został Wojciech Korfanty, ministrem spraw zagranicznych za Mariana Seydę - Roman Dmowski, a Alfred Chłapowski został ministrem równie trudnego departamentu jakim było rolnictwo (trudnego, ponieważ ciągle nie została rozwiązana kwestia reformy rolnej i kolejne rządy zastanawiały się w jaki sposób ją przeprowadzić, aby za bardzo nie naruszyć dotychczasowej własności która była w rękach szlachty i arystokracji, lub ewentualnie jakie odszkodowania przeznaczyć im za parcelację owej ziemi. Jednym z przejawów tej atmosfery była - wybuchła jeszcze w maju 1923 r. - afera Dojlid. Dojlidy to był majątek należący do mieszkającej w Berlinie obywatelki niemieckiej Zofii Rüdigerowej. Narodowa Demokracja jak i "piastowcy" nawoływali do polonizacji tego majątku. Gdy 28 maja utworzony został rząd Chjeno-Piasta, kontrolowany przez ludowców- piastowców Bank Ludowy, wykupił za zgodą Głównego Urzędu Ziemskiego - Dojlidy od Rüdigerowej - notabene została ona zmuszona do sprzedaży owego majątku zapowiedzią, iż i tak będzie on rozparcelowany i wówczas tylko na tym straci. Sprzedała więc Dojlidy praktycznie za bezcen, za 75 milionów ówczesnych marek - które z każdym miesiącem traciły na wartości. Ale tak naprawdę nie to było powodem całej afery. Prawdziwym powodem stał się fakt, że przejęte przez Bank Ludowy Dojlidy zostały następnie sprzedane księciu Lubomirskiemu, czyli innymi słowy ludowcy, którzy mieli na sztandarach walkę o reformę rolną i parcelację majątków magnackich, sprzedali jeden z tych majątków bez choćby nawet podjęcia próby przeznaczenia jego części na ziemię dla chłopów, w ręce wielkiego ziemskiego magnata. Rzeczywiście wybuchła wtedy wielka afera).
POWITANIE PREZYDENTA KAROLA NAWROCKIEGO W TURCJI
(KTOŚ KIEDYŚ STWIERDZIŁ ŻE TURCY BYLI NAJSZLACHETNIEJSZYM Z PRZECIWNIKÓW Z KTÓRYMI ZMAGALIŚMY SIĘ W CIĄGU OSTATNICH 600 LAT - I MIAŁ RACJĘ. NASZYCH DZIEJACH BYŁY MOMENTY BARDZO BLISKICH RELACJI {JAK CHOĆBY OD CZASÓW ZYGMUNTA JAGIELLOŃCZYKA I BONY SFORZY ORAZ SULEJMANA WSPANIAŁEGO I SUŁTANKI HURREM, KTÓRZY WZAJEMNIE PISALI DO SIEBIE LISTY. POKÓJ POLSKO-OSMAŃSKI PO RAZ PIERWSZY ZOSTAŁ ZAWARTY W ROKU 1533 I PRZETRWAŁ DO 1595} JAK RÓWNIEŻ KRWAWYCH WOJEN, ALE JAKOŚ ZAWSZE NASZE DWA NARODY CECHOWAŁY SIĘ WZAJEMNYM DO SIEBIE SZACUNKIEM.
TURCJA BYŁA TEŻ JEDNYM Z NIELICZNYCH PAŃSTW NA ŚWIECIE, KTÓRE NIGDY NIE UZNAŁY ROZBIORÓW RZECZYPOSPOLITEJ I PODCZAS OFICJALNYCH AUDIENCJI W WIEKU XIX, GDY POSŁOWIE OBCYCH PAŃSTW - W TYM POSEŁ ROSYJSKI - OCZEKIWALI NA SUŁTANA, NAGLE WCHODZIŁ SZAMBELAN I WSZYSTKIM KOMUNIKOWAŁ ŻE MUSZĄ JESZCZE POCZEKAĆ, GDYŻ "POSEŁ Z LECHISTANU JESZCZE NIE PRZYBYŁ". BYŁO OCZYWISTE ŻE TAKI POSEŁ NIE PRZYBĘDZIE GDYŻ POLSKA WÓWCZAS NIE ISTNIAŁA, ALE TYM SPOSOBEM TURCY GRALI NA NOSIE MOSKALOM)
TUTAJ JEST POKAZANE SPOTKANIE Z SULEJMANA Z IZABELĄ JAGIELLONKĄ, CÓRKĄ KRÓLA ZYGMUNTA JAGIELLOŃCZYKA
(BYŁA ONA Z ŻONĄ JANA ZAPOLYI Z SIEDMIOGRODU {LENNIKA OSMANÓW} I TOCZYŁA WALKĘ Z AUSTRIACKIMI HABSBURGAMI. NOTABENE W JEDNYM Z LISTÓW WYSŁANYCH DO KRÓLA ZYGMUNTA SULEJMAN DZIWIŁ SIĘ DLACZEGO OJCIEC NIE PRZYSZEDŁ CÓRCE Z POMOCĄ, TYLKO NAMAWIAŁ DO TEGO SUŁTANA, A ODPOWIEDŹ NA TO PYTANIE BYŁA BANALNIE PROSTA - DLATEGO ŻE SZLACHTA POLSKA NIE GODZIŁA SIĘ NA INTERWENCJĘ NA WĘGRZECH, A PONIEWAŻ W POLSCE REALNIE WÓWCZAS PANOWAŁA DEMOKRACJA A NIE ABSOLUTYZM, TAKA WYPRAWA BYŁA NIEMOŻLIWA BEZ ZGODY NARODU)
29 października 1923 r. Turcja ogłosiła się republiką, tym samym kończąc 624-letnią historię Imperium Osmańskiego. Ostatnim sułtanem był Abdülmecid (panujący od 18 listopada 1922 r.). Imperium Osmańskie, które również należało do stronników Niemiec i Austro-Węgier w czasie I Wojny Światowej, paradoksalnie pomimo rozpadu tego Imperium wyszło na tym zdecydowanie najlepiej ze wszystkich państw, które przegrały tę Wojnę. Turcja weszła do wojny po stronie Państw Centralnych 2 listopada 1914 r. (chociaż już wcześniej umożliwiła niemieckim okrętom "Goben" i "Breslau" wpłynięcie na Morze Czarne i ostrzał rosyjskich portów na Krymie). Wejście do wojny Imperium Osmańskiego spowodowało, że kraj ten natychmiast musiał utworzyć co najmniej cztery fronty: sueski, mezopotamski, zakaukaski i bałkański (a także galicyjski, gdyż sułtan posłał - jako wsparcie dla Austro-Węgrów - niewielką jednostkę Armii Tureckiej, jako podkreślenie braterstwa broni. Notabene dało to asumpt do przytoczenia przepowiedni, że Polska odrodzi się z kajdan niewoli, gdy Turek napoi swe konie w Wiśle. Co prawda Turcy do Wisły nie doszli, ale swe konie napoili w Dniestrze 😉). Ogólnie wojna niezbyt dobrze szła Turkom. Front sueski załamał się ostatecznie we wrześniu 1918 r., a Brytyjczycy zajęli Hajfę, Nazaret, Damaszek i Aleppo (notabene ogromnie pomógł im brytyjski agent, podróżnik i dyplomata Jego Królewskiej Mości, niejaki Thomas Edward Lawrence, który zdołał przekonać arabskie plemiona do wystąpienia przeciwko Imperium Osmańskiemu i zwany był przez nich po prostu "Lawrence z Arabii" - notabene nie była to też postać krystaliczna, zresztą trudno oczekiwać po takim miłośniku przygód aby był krystaliczny. Mam więc na jego temat dość sporo informacji które raczej chluby mu przynieść nie mogą, ale pomińmy to. Dzięki wsparciu Arabów, Brytyjczycy zajęli Barszewę, Jerozolimę i Damaszek). Front mezopotamski zaś ostatecznie załamał się w marcu 1917 r. po zajęciu przez Brytyjczyków Bagdadu, a ostatecznie w październiku 1918 r. Brytyjczycy stali już pod Mosulem i Kirkukiem. Front zakaukaski załamał się zaś kwietniu 1916 r. a Rosjanie do końca lipca tego roku zajęli Trapezunt, Erzerum i całą turecką Armenię (po rewolucji październikowej front oczywiście się ponownie załamał i Turcy przeszli do ofensywy, odzyskując Armenię i zajmując dużą część Armenii rosyjskiej i Gruzji, w tym miasto Batumi).
Front bałkański był zaś trzeciorzędny i nie odegrał praktycznie żadnej roli, poza wsparciem Bułgarów w walkach w północnej Grecji. Największe zaś zwycięstwo odnieśli Turcy w walkach z Armią brytyjsko-francuską pod Gallipoli w Cieśninie Dardanelskiej. Od 25 kwietnia 1914 do 19 grudnia 1915 r. Gallipoli stało się grobem wielu brytyjsko-francuskich żołnierzy, a sama bitwa była prawdziwą rzezią (na jednym z odcinków tej bitwy dowodził płk. Mustafa Kemal - zwany potem Ataturkiem, twórca Republiki Tureckiej). 30 października 1918 r. przedstawiciele sułtana w porcie w Mudros na Lesbos, na pokładzie brytyjskiego okrętu "Agamemnon" podpisali pakt zawieszenia broni. Turcja wychodziła z tej wojny mocno poobijana - miano bowiem zdemobilizować armię, wydać Aliantom okręty wojenne, przekazać cieśniny w górach Taurus, wycofać się z terenów arabskich, z Kaukazu, z Armenii, a 13 listopada wojska brytyjsko-francuskie wkroczyły do Stambułu, rozpoczynając jego okupację. Od razu też ujawniły się rozbieżne interesy pomiędzy mocarstwami alianckimi. Rosja pragnęła uzyskać Cieśniny, ale po wybuchu rewolucji bolszewickiej projekt ten praktycznie przestał być akceptowany przez inne państwa. Brytyjczycy coraz śmielej postępowali sobie w Turcji, nawet zażądali aby całe Imperium Osmańskie stało się terytorium mandatowym Wielkiej Brytanii (poza tym oczywiście dotychczasowy kapitał niemiecki został z Turcji usunięty, a zastąpił go kapitał brytyjski). Politycy rządzący rozpadającym się Imperium woleli jednak USA od Wielkiej Brytanii i nawet zaproponowali Amerykanom że gotowi są oddać kraj pod ich protekcję, w zamian za amerykańskie inwestycje i pomoc w odbudowie kraju. Amerykanie byli jednak bardzo niepewni i ostatecznie nic z tego nie wyszło. Poza tym Imperium zaczęło się dosłownie rozpadać. Najpierw na niepodległość wybiła się Armenia (zaraz po podpisaniu zawieszenia broni przez Turcję), potem Grecy przystąpili do działania i w maju 1919 r. wylądowali w Izmirze (dawna Smyrna), wkrótce potem Włosi zajęli Antalyę i południowo-zachodnie obszary Turcji (dawną Licję i Pamfilię), a Francuzi wdzierali się z południowego-wschodu do Cylicji.
PLANY POWOJENNEJ EUROPY WEDŁUG PREZYDENTA USA WOODROW WILSONA, NAŁOŻONE NA GRANICE Z ROKU 1914
10 sierpnia 1920 r. w miejscowości Sèvres pod Paryżem Turcja oficjalnie podpisała swoją kapitulację i była to totalna katastrofa, prawdziwy rozbiór Turcji. Na wschodzie miała powstać niepodległa Armenia (projektowana przez prezydenta Wilsona tzw: Wielka Armenia), oraz Kurdystan. Poza tym Turcja musiała się wyrzec Syrii, Iraku i Palestyny. Armia Turecka miała zostać zdemobilizowana i ograniczona do 50 000 żołnierzy. Nawet stolica - Stambuł (Konstantynopol) została oderwana od państwa i stworzono tam obszar międzynarodowy (z tym że było to jednocześnie miasto rezydencjalne samego sułtana). Podpisanie przez zniedołężniałego już Mehmeda VI - a raczej jego przedstawicieli - traktatu w Sèvres było tym, czym dla Niemiec był traktat wersalski - totalnym upokorzeniem, z tym że uczynionym rękoma ludzi, którzy realnie stracili już jakikolwiek mandat do przewodzenia Narodowi tureckiemu i to wywoływało jeszcze większą frustrację. Wytworzyły się też dwa ośrodki władzy, jeden stambulski - całkowicie uległy i realnie kontrolowany przez zachodnie mocarstwa i anatolijski - dążący do utrzymania jedności państwa i suwerenności Narodu. Szybko też zaczęto organizować grupy zbrojne, które miały sprzeciwić się rozbiciu kraju przez Zachód. Na ich czele stanął pułkownik Mustafa Kemal, doświadczony oficer, który 19 maja 1919 r. wylądował w porcie Samsun otwierając tym samym narodową "Wojnę Wyzwoleńczą Turków". W nocy z 8 na 9 lipca wypowiedział on posłuszeństwo sułtanowi, uznając że ten stracił już jakikolwiek autorytet i prawo do przewodzenia Narodowi, a 23 lipca "Komitet Obrony Praw Wschodniej Anatolii" - na której czele stał właśnie Mustafa Kemal, ogłosił nienaruszalność tureckich granic. Alianci byli bardzo zaskoczeni zachowaniem Turków, nie spodziewali się bowiem że w ogóle będą oni stawiać opór - a tu taka niespodzianka. Zaś 4 września 1919 r. zebrany w Sivas Kongres Narodowy potwierdził zarówno nienaruszalność granic, jak również odrzucił jakiekolwiek formy protektoratu, czy to brytyjskiego, czy amerykańskiego czy francuskiego. Sułtan próbował walczyć o zachowanie resztek swego autorytetu, a przede wszystkim władzy i na 12 stycznia 1920 r. zwołał do Stambułu Kongres Narodowy, który miał zadecydować o przeszłości granic i stosunku do zwycięskich mocarstw. Szybko jednak okazało się że ów kongres zdominowali kemaliści, którzy ogłosili "Deklarację paktu Narodowego", żądając plebiscytów w zachodniej Tracji, na ziemiach zamieszkałych przez Arabów, jak również w Iraku i na terenach wschodnich.
MUSTAFA KEMAL PASZA
"ATATURK"
("OJCIEC WSZYSTKICH TURKÓW")
Kongres Narodowy został jednak rozpędzony przez Brytyjczyków i Francuzów 16 marca 1920 r., gdyż padające tam deklaracje jawnie godziły w ich interesy jako zwycięskich mocarstw. Wielu kemalistów zostało aresztowanych i wywieziono ich na Maltę, gdzie trzymano pod strażą. W takiej sytuacji na 25 kwietnia 1920 r. Mustafa Kemal Pasza zwołał do Ankary Wielkie Zgromadzenie Narodowe które Kemala wybrało swym przewodniczącym. Sułtan wówczas ogłosił go zdrajcą, a wielki mufti wydał fatwę, którą brytyjskie samoloty (w formie ulotek) zrzucały na tureckie miasta i wioski. Rozpoczęto też formowanie Armii Kalifatu, która miała przegonić "buntowników". Dodatkowo 20 czerwca 1920 r wybuchła wojna z Grecją, a Armia Grecka do sierpnia tego roku zajęła całą zachodnią Anatolię. Pierwsze zwycięstwo w tej wojnie Turcy odnieśli (pod wodzą Ismet Beya) 10 stycznia 1921 r. w bitwie pod Inönu. Ofensywa grecka została zatrzymana. Turcy zdołali również zmusić Francuzów do zatrzymania się w Cylicji. W marcu Grecy ponownie podjęli ofensywę, która została zatrzymana w drugiej bitwie pod Inönu (30 marca - 1 kwietnia), ale te niepowodzenia ich nie zraziły i w lipcu-sierpniu 1921 r. przeprowadzili Grecy wielką ofensywę (pod osobistym dowództwem króla Konstantyna), która zajęła znaczną część środkowej Anatolii, dochodząc zaledwie 75 km od Ankary. I gdy wydawało się już że turecka rewolucja narodowa wkrótce upadnie, 5 sierpnia 1921 r. Mustafa Kemal Pasza został głównodowodzącym całej Armii ze specjalnymi uprawnieniami. W dniach 23 sierpnia - 13 września doszło do wielkiej bitwy pod Sakaryą, która ostatecznie doprowadziła do załamania greckiego natarcia i zwycięstwa narodowych sił tureckich. Pod wrażeniem tego zwycięstwa, a przede wszystkim woli walki Turków, kolejne mocarstwa zaczęły wycofywać się z tureckich ziem - w lipcu 1921 r. z Antalyi wycofali się Włosi, w październiku Francuzi ewakuowali wilajety cylicyjskie i wycofali się do Syrii. Zostali tak naprawdę tylko Brytyjczycy, którzy sami nie chcieli walczyć.
PLANY STWORZENIA WIELKIEJ ARMENII
W międzyczasie Turcy zajęli Armenię i Kurdystan (wrzesień-grudzień 1920 r.), co spowodowało że 22 marca 1922 r. na konferencji w Paryżu mocarstwa zachodnie uzgodniły nowy przebieg granic Turcji (potwierdzone potem przez traktat w Lozannie z 24 lipca 1923 r.), które praktycznie były identyczne z tymi, jakie obecnie posiada Turcja, jedyną różnicą było zajęcie przez Francuzów niewielkiego skrawka ziemi, czyli sandżaka Aleksandretty (przekazany Turcji w roku 1939), oraz wytyczenie obszaru międzynarodowego (i zdemilitaryzowanego dla Turków) wokół Cieśnin i Morza Marmara (łącznie z samym Stambułem, który został zajęty przez Turcję w 1936 r. wkrótce po remilitaryzacji Nadrenii przez hitlerowskie Niemcy). Oczywiście wcześniej musiano wygonić Greków również ze Smyrny i całego tego obszaru, co też uczyniono, a 11 października 1922 r. podpisano turecko-greckie zawieszenie broni. Tak oto Turcja utrzymała większość swych "rdzennych" granic i zachowała suwerenność. Ostatecznie 1 listopada 1922 r. zniesiono godność sułtańską (sułtan stał się w zasadzie już tylko taką pacynką która przebywała w Stambule - jeszcze w otoczeniu swego Haremu i Dywanu, choć większość kobiet została już uwolniona i zostały tam tylko te, które chciały, bo na przykład nie miały dokąd pójść).
13 października 1923 r Ankarę uznano za nową stolicę państwa, a 29 października oficjalnie proklamowano Republikę Turecką, jednocześnie wybierając Mustafę Kemala Paszę (zwanego już wówczas Ataturkiem - czyli przywódcą wszystkich Turków) na pierwszego prezydenta kraju. Kraj szybko też przystąpił do budowy swych podstaw na zupełnie innych korzeniach niż Imperium Osmańskie. Przede wszystkim stworzono kraj całkowicie zlaicyzowany, usuwając wszelkie medresy z jakiegokolwiek wpływu na politykę. Rozpoczęto też wprowadzanie alfabetu łacińskiego i pozwolono kobietom ubierać się w takie suknie, w jakie chciały, bez konieczności zakrywania twarzy (a nawet stało się to zabronione). Ogólnie stan taki trwa praktycznie do dzisiejszych czasów Erdogana.
Należy dodać że rzeczywiście Turcja pod względem praw kobiet w świecie islamskim jest bodajże jednym z wyjątkowych krajów w obecnym czasie (niegdyś do tego grona należał jeszcze Iran). W innych krajach muzułmańskich kobieta - nawet w towarzystwie swego męża czy chłopaka - może być narażona na nagabywanie ze strony innych mężczyzn, w Turcji (ale paradoksalnie również w Iranie) czegoś takiego nie spotkamy. Zresztą ja jestem miłośnikiem utrzymania różnorodności kulturowej krajów świata, wbrew temu co próbuje się nam narzucić czyli wymieszanie wszystkiego w jednym kotle. Dlatego tak ważne jest dbanie o własną kulturę narodową, o własną historię i przede wszystkim o własną religię (tak jak na filmiku poniżej). W krajach chrześcijańskich modlenie się muzułmanów możliwe musi się stać jedynie w meczetach, a nie na ulicach, w parkach czy na drogach - jak to ma miejsce obecnie w Europie Zachodniej. Europa to jest obszar w którym króluje Jezus Chrystus i to ON jest jedynym naszym Mistrzem, Przewodnikiem i Panem, nie chcemy tu w przestrzeni publicznej żadnych Mahometów, Allahów i innych tego typu publicznych form narzucania nam obcych kultów religijnych - tyle w temacie.
Potęgująca się drożyzna i spadek wartości marki polskiej spowodował, iż w kraju dochodziło do wielu strajków (co oczywiście starali się wykorzystać komuniści, którzy co prawda tworzyli różnego rodzaju postulaty strajkowe, ale nie one miały znaczenie, były w zasadzie tylko pretekstem do tego, aby zorganizować kolejny strajk, bo chodziło tylko i wyłącznie aby cały kraj zanarchizować i podburzyć w taki sposób, żeby ułatwić wybuch rewolucji komunistycznej w Polsce i oczywiście interwencję Armii Czerwonej). Socjaliści ogłosili na 5 listopada strajk powszechny na kolei i na poczcie. Rząd próbował pokazać pazury i ogłosił militaryzację kolejnictwa oraz powołanie kolejarzy do wojska. W paru województwach wprowadzono też stan wyjątkowy i sądy doraźne, oraz zakazano zgromadzeń. Z tego też powodu, dnia 6 listopada 1923 r. doszło w Krakowie do tragicznych wydarzeń. Zofia Kirkor-Kiedroniowa (siostra braci Grabskich, z których Władysław był następnie twórcą polskiej waluty - Złotówki) tak pisała o tym w swoich "Wspomnieniach": "Pojąć było trudno, jak mógł tłum krakowski, z socjalistycznych robotników, strzelców-piłsudczyków i mętów ulicznych złożony, wziąć górę na wojskiem, płakać się chciało, że w Krakowie od kul rodaków padli ułani polscy. (...) Nikt z winnych rebelii nie został pociągnięty do odpowiedzialności". Przeciwko demonstracji socjalistycznej w Krakowie władze wyprowadziły wojsko. Większość ułanów pozwoliła się rozbroić, ale dwa szwadrony otrzymały rozkaz szarży na tłum i je wykonały. Robotnicy polali granitową kostkę bruku wodą, na której konie zaczęły się ślizgać, a następnie obie strony otworzyły do siebie ogień (robotnicy przejęli jakieś 300 karabinów). Walki rozpoczęły się na ulicy Dunajewskiego, a potem przeniosły się na krakowski Rynek i kilka sąsiednich arterii. Rezultat tych wydarzeń był taki, że zabitych zostało 18 osób cywilnych i 14 ułanów, rannych łącznie zostało 200 osób (w tym 101 ułanów i oficerów i 38 policjantów). Walki trwały do wieczora, a w wyniku strajku elektrowni miasto pogrążyło się w ciemności. Dopiero dnia następnego zdołano dojść do kompromisu, chociaż Sejm (na wniosek prokuratury) zdjął immunitety dwóm posłom socjalistycznym zaangażowanym w podżeganie do walk - Stańczykowi i Bobrowskiemu, ale podczas procesu z lipca 1924 r. nie udowodniono im winy (skazano wówczas jedynie pięciu opryszków biorących udział w kradzieżach i nawet przywódcy rebelii - Klemensiewiczowi udało się wykaraskać z zarzutów karnych).
Nie tylko Kraków był areną krwawych wydarzeń socjalistycznych zamieszek. Również 6 listopada w Borysławiu w starciu z wojskiem padło trzech zabitych robotników a 10 zostało ciężko rannych, a 8 listopada w Tarnowie padło 5 zabitych robotników i kilkunastu zostało rannych. Te wydarzenia bardzo mocno wstrząsnęły całą Polską, a rząd Chjeno-Piasta gwałtownie zaczął tracić poparcie społeczne (nazywano ich m.in.: "mordercami". To też spowodowało że rząd Witosa i cała ta koalicja piastowców i narodowców która ponownie wróciła do władzy, bardzo źle została przyjęta przez warszawską ulicę w maju 1926 r. co umożliwiło Marszałkowi Piłsudskiemu działanie). Rząd Witosa zamierzał pójść do przodu z coraz bardziej anty-demokratycznymi ustawami w których zamierzano ograniczyć wolność słowa, zgromadzeń i prawa do strajku.
Komuniści nie odegrali żadnej roli w wypadkach krakowskich, co niezwykle ich frustrowało. Zresztą nie tylko tam, również podczas wielkich strajków w Zagłębiu Dąbrowskim na Śląsku (w dniach 15 października - 9 listopada 1923 r.) także byli niewidoczni. Dominowali tam socjaliści, a szczególnie partia Niezależnych Socjalistów w Polsce dr. Drobnera, w 1924 r. przekształcona w Niezależną Socjalistyczną Partię Pracy - (która notabene z czasem dążyła ku komunizmowi). Dając ujście swojej niechęci do socjalistów a jednocześnie tłumacząc nieobecność Komunistycznej Partii Robotniczej Polski w czasie wypadków krakowskich, w grudniu 1923 r. na łamach "Nowego Przeglądu" Adolf Warszawski-Warski pisał: "Z tego wynika, że Polska wraz ze strajkiem powszechnym i powstaniem zbrojnym w Krakowie wchodzi w nowy okres walk rewolucyjnych, które w związku z walkami robotników niemieckich mogą stosunkowo szybko rozwinąć się w zwycięską rewolucję proletariatu Europy Centralnej". Natomiast jego kolega z Komitetu Centralnego Maksymilian Horowitz "Walecki" (z tzw. zarządu 3W "Warski-Walecki-Wera" Kostrzewa czyli Maria Koszutska) również w grudniu i również na łamach "Nowego Przeglądu" dał wyraz swej nienawiści do socjalizmu, pisząc: "Albowiem trzeba to powiedzieć dziś z mocą większą, niż kiedykolwiek: droga do rewolucji proletariackiej prowadzi przez trupa kierownictwa "socjalistycznego", nie może być i nie będzie rewolucji dopóki dzisiejsze partie socjalistyczne nie będą wyrzucone poza obręb klasy robotniczej, dopóki ich paraliżujące, zabójcze wpływy nie zostaną zniszczone, dopóki olbrzymia większość klasy robotniczej nie skupi się pod sztandarami bezwzględnej walki, to jest - komunizmu". Komuniści bezwzględnie zwalczali socjalistów, ponieważ zgodnie z zasadą Lenina i Bucharina: "Najgroźniejszym wrogiem jest zawsze najbliższy, albo ten, który sobą zasłania głównego wroga". Socjaliści byli więc zwalczani, gdyż zasłaniali sobą głównego wroga tzw. "polskich" komunistów, czyli niepodległe Państwo Polskie i polskie społeczeństwo. Wrogiem był Naród polski, gdyż był dla owych komunistów czymś obcym, zupełnie niezrozumiałym. Oni występowali w roli adwokatów ludu pracującego, natomiast 99,9% z nich (jeśli nie 100%) nigdy w życiu nie pracowała fizycznie, nie miała też pojęcia co to znaczy praca fizyczna. Mało tego, oni byli niezdolni do efektywnej, cierpliwej i skutecznej pracy, a potrafili tylko niszczyć. Natomiast nienawiść do socjalizmu skupiała się u komunistów na tym, że partie socjalistyczne wspierali najczęściej robotnicy wykwalifikowani, czyli tacy, którzy mieli jakiś fach w ręku i własną pracą potrafili wydobyć się z biedy, własną pracą potrafili wykarmić rodzinę i nie potrzebowali do tego żadnych haseł w stylu rewolucji bolszewickiej i wymordowania ciemiężycieli (kapitalistów, obszarników czy szlachty), bo to głupie i do niczego nie prowadzi, a generuje tylko nieprawdopodobną ilość cierpień, która nikomu dobra nie przyniesie. Dlaczego hasła rewolucji komunistycznej nie przyjęły się wówczas w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych? Ponieważ tamtejsi robotnicy własną pracą (w ogromnej większości) byli w stanie wyjść z biedy.
Np. robotnicy pracujący w zakładach Forda już od roku 1919 byli w stanie - za 4 kolejne miesięczne pensje - kupić sobie własny samochód - Ford model "T" który sami składali, to po co im była rewolucja bolszewicka, do czego? skoro oni sami własną pracą byli w stanie wejść do klasy średniej i żyć jak ludzie, zarobić na radio, lodówkę elektryczną, rower, samochód. A komuniści doskonale o tym wiedzieli i stąd rodziła się ta ich nienawiść do socjalizmu i do tych robotników, którzy odrzucili rewolucję, bowiem zarówno Marksowi jak i potem Leninowi czy Trockiemu robotnicy byli potrzebni tylko i wyłącznie jako masa która dokona mordów, masowych mordów na tych, których komuniści chcieli się pozbyć żeby sami zdobyć władzę i wprowadzić totalitarny terror (a terror wprowadzić musieliby, bez względu na to, czy by chcieli czy nie. Pisał o tym już Marks, że rewolucja komunistyczna nie może utrzymać się w systemie demokratycznym, gdyż wygeneruje ona ogromne pokłady niedoborów - w końcu w czasie rewolucji nikt nie będzie chciał pracować, a każdy będzie myślał tylko o tym, żeby gdzieś się ukryć lub walczyć - a co za tym idzie szybko pojawi się głód. Wówczas te same zrewoltowane masy, które dokonały wcześniej mordów na kapitalistach i obszernikach, teraz (gdy będą cierpieli głód i nie będą mieli co do garnka włożyć) zwrócą się przeciwko komunistom i dlatego muszą oni mieć gotowy system "oświatowo-policyjny" jak to nazywano, czyli innymi słowy system terroru policyjno-administracyjnego. Innymi słowy - nie da się wprowadzić komunizmu (choćby ten który próbował go wprowadzać był idealistą i pięknoduchem) bez zorganizowania całego systemu terroru i masowych mordów przeciwników władzy oraz systemu wzajemnej inwigilacji. W przeciwnym razie komunizm upadnie w ciągu kilku lat od zdobycia władzy i to upadnie z kretesem.
Jako ciekawostkę jeszcze dodam że w owym 1923 r. na drogach Francji pojawia się coraz więcej "cytryn", czyli Citroenów. I podobnie jak amerykańskie Fordy (które można je było kupić w każdym kolorze, pod warunkiem że był to kolor czarny), tak również producent i konstruktor Citroenów - Andre Citröen produkował je tylko w kolorze żółtym (oczywiście po latach dodano również inne barwy, ale ta popularna nazwa przetrwała).