Strony

STRONY

11 czerwca 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LIII

KONTYNENT AMERYKAŃSKI
HISTORIA POLITYCZNA
ok. 25 000 r. p.n.e. - 12 500 r.p.n.e. 
Cz. I





AMERYKA PÓŁNOCNA
(REJON RZEKI MISSISIPI i MEKSYK)
KOLONIZACJA TOLTECKA




Po zagładzie cywilizacji OHUM (ok. 40 000 r. p.n.e.), zniszczonej przez katastrofalną powódź (po ok. 400 latach istnienia tej cywilizacji), długo nie nastąpiła kolejna kolonizacja tego kontynentu. Ameryka Północna (i Południowa), były to ziemie wówczas bardzo niebezpieczne ze względu na ukształtowanie terenu. Wyżyna Meksykańska czy góry Andy jeszcze wówczas nie istniały, ziemie niewiele wystawały ponad poziom morza, przez to dochodziło tutaj do bardzo częstych powodzi, tornad a także trzęsień ziemi. Nie były to więc tereny które chciano by szybko skolonizować. Jednak, jeśli odniesiemy się do channelingów, to istnieje informacja, że pierwsza grupa ludności przemierzała ten kontynent już ok. 27 000 r. p.n.e. Prawdopodobnie (gdyż nie ma na ten temat informacji) była to ludność Biała. Skąd takie moje przypuszczenie, skoro nie ma informacji o ich pochodzeniu ani kolorze skóry? Uznałem że to była ludność Biała, gdyż w tym samym czasie w Imperium Ujghur miały miejsce wstrząsy wewnętrzne, które doprowadziły do opuszczenia Azji przez duże grupy ludności (Białej - aryjskiej ludności). Prawdopodobnie więc ta pierwsza grupa przybyszy, którzy przemierzali kontynent od północy ku brzegom Atlantyku (by osiedlić się na Atlantydzie), była rasą Białą (nie tworzyli oni też żadnych miast czy osad na mijanych przez siebie ziemiach).

Prawdziwa kolonizacja (oczywiście jak większość na tym kontynencie) zaczęła się dopiero po roku 25 000 p.n.e., czyli po zagładzie Lemurii. Uciekinierzy z MU zaczną zakładać tutaj pierwsze osady, które jednak nie będą miały większego znaczenia (po zagładzie MU, ludność pochodząca z tamtego kontynentu, której uda się dostać do Ameryki - cofnie się w swym rozwoju) aż do 16 000 r. p.n.e. Wówczas to powstaną dwa wielkie miasta MITLA (w dorzeczu Missisipi) i TULA (północny Meksyk i południowe tereny Kalifornii i Teksasu). Przed powstaniem tych dwóch wielkich miast, Toltekowie z Ameryki Północnej nie wytworzą żadnej znaczącej kultury, cofną się w swym rozwoju i początkowo będą nawet mieszkać z szałasach, namiotach, a nawet jaskiniach. Potem dopiero zaczną się łączyć w większe grupy i pod przewodnictwem królów/kapłanów zakładać pierwsze prowizoryczne osady. Pamięć o tragedii MU wciąż będzie ich jednak determinować, choć kolejne pokolenia tracić będą już wiedzę na temat tego, co dokładnie się wydarzyło. Tę wiedzę będą sobie przekazywali jedynie królowie/kapłani w ścisłym, hermetycznym gronie, która nie będzie mogła zostać wyjawiona na zewnątrz pod groźbą najstraszliwszych tortur i śmierci. W czasach jeszcze późniejszych wiedza o tragedii MU zostanie zamknięta za murami świątyń i we wnętrzach piramid, do których wstęp będą mieli jedynie kapłani najwyższego rzędu.


TOLTEKOWIE
WYBRAŃCY OCALALI Z ZAGŁADY IMPERIUM MU



Po inwazji Corteza i podboju tych ziem przez Hiszpanów po 1519 r., a szczególnie w wieku XX, gdy te świątynne inskrypcje zostały szczegółowo zbadane i przetłumaczone, można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. Mianowicie w słynnym kodeksie Chimalpopoca (wyrytym także w jednej ze świątyń) czytamy: "Było to słońce Nahui-Atl. Wtedy zginęła cała ludzkość i została zatopiona. Niebo zbliżyło się do wody. W jednym dniu wszystko zginęło, a dzień Nahui-Xochtil pożarł naszą rasę. Nawet góry zapadły się w morze". Według tych przekazów jest tam również informacja o człowieku NACIE i jego żonie NENIE, których ocalili "bogowie", nakazując im udać się na kontynent amerykański. Channelingi nie mówią nic o tych osobach, ale nie można wykluczyć że istnieli naprawdę, tym bardziej że (jak już w poprzednich częściach pisałem) TJehooba ocaliło przed zagładą kilku (kilkunastu - kilkuset?) obywateli Imperium MU, ewakuując ich początkowo na Marsa, oraz na inne tereny Ziemi. Wielu jednak uciekło na własną rękę, kierując się głównie ku brzegom Ameryki Północnej i Jukatanu. 

Tak więc Toltekowie przed 16 000 r. p.n.e. nie wytworzyli żadnej większej cywilizacji, która byłaby choćby cieniem dawniejszej cywilizacji Imperium MU. Dopiero po tej dacie następuje gwałtowne "przyspieszenie" i "odrodzenie" cywilizacyjne tego ludu. Powstają dwa wielkie miasta-państwa Mitla (z której później przybędzie m.in.: lud Azteków), oraz Tula. Ale owe "odrodzenie" nie wzięło się z niczego, coś się musiało stać, że w końcu do niego doszło. Owszem - stało się! W tym właśnie czasie do Ameryki przybył syn Enkiego - Ningiszzida z Edenu. Wśród ludów amerykańskich znany on jest pod imieniem... QUETZALCOATLA - Pierzastego Węża (o tym jednak w kolejnej części)



JUKATAN 
i INWAZJA ITARA
ok. 25 000 r. p.n.e.


JUKATAN W OKRESIE ROZKWITU CYWILIZACJI MAJÓW 
(ok. 350 r. p.n.e. - ok. 900 r.)



Kim byli Majowie? Skąd pochodzili? Dlaczego na Półwyspie Jukatan stworzyli tak dalece rozwiniętą cywilizację? Jakie były ich korzenie i dlaczego ich pierwotne dzieje nikną nam w mgle przypuszczeń i niepewności, związanych z ich pojawieniem się? Lud MAYA był po prostu jedną wielką grupą... Białej ludności II Imperium Atlantydy (prowadzonej przez dziesięciu mężów, zwanych ATLANAMI), która została skierowana ze stolicy z misją kolonizacji całego Zachodu (czyli ówczesnego kontynentu amerykańskiego). Przywódcą Atlanów był ITAR, który swe okręty skierował ku brzegom Jukatanu. Miało to miejsce niedługo po zniszczeniu przez Atlantów kontynentu Lamar, czyli ok. 25 000 r. p.n.e. Pierwszym miastem które wzniósł Itar (obrany tytularnym władcą nowej krainy - 9 dalszych wodzów weszło zaś w skład jego rady przybocznej) na amerykańskiej ziemi, stało się miasto CHITZEN-ITZA (czyli "Krynica Węża"). To była pierwsza stolica nowej prowincji II Imperium Atlantydy, zaś Itar stał się pierwszym jej władcą (mianowanym z polecenia atlantyckiego monarchy). W mieście - jako jedną z pierwszych - bardzo szybko wzniesiono świątynię zakonu "Synów Beliala", która stała się centralnym punktem miasta. 

Gdy w XVI wieku hiszpańscy konkwistadorzy zajęli rejon dzisiejszego Jukatanu, na tych terenach żyła już ludność Czerwonoskórych Indian (których przodkowie pochodzili z zatopionego Cesarstwa MU, a którzy docierali na kontynent i osiedlali się tam, łącząc się z pierwotnymi Białymi kolonistami z Atlantydy od 25 000 r. p.n.e. do ok. 10 500 r. p.n.e. Przez cały ten czas trwała intensywna kolonizacja Jukatanu przez grupy Czerwonoskórych, najpierw z MU, potem z północnej Ameryki, a częściowo nawet z... Indii Nagów. Gdy Hiszpanie przybyli do opuszczonych już wówczas miast-państw Majów (upadek cywilizacji Majów jest dosyć dziwny i niewytłumaczalny, w każdym razie Hiszpanie przybyli na Jukatan w momencie, w którym cywilizacja Majów już nie istniała, co najwyżej jej jakieś niewielkie pozostałości), lokalne grupki Indian żyły już na o wiele niższej stopie, niż nie tylko ich przodkowie w czasach Itara i późniejszych, lecz także byli bardziej prymitywni niż ich pobratymcy z ówczesnej północy - terenów środkowego Meksyku, czy zachodnich brzegów Ameryki Południowej, gdzie powstały wielkie cywilizacje Azteków i Inków. Ci właśnie potomkowie dawnych Majów, opowiadali hiszpańskim zdobywcom że miasto Chitzen-Itza (i wiele jemu podobnych) powstało: "Nim jeszcze słońce zaświeciło na niebie". Czyli w czasach, których oni sami nie byli w stanie ogarnąć pamięcią przekazywaną z pokolenia na pokolenie (o tym dlaczego współcześni ludzie żyją zaledwie 100-120 lat opowiem w temacie ostatecznego zniszczenia Firmamentu Niebieskiego - o którym jasno mówi Biblia - a który to był głównym powodem wydłużenia wieku niezliczonych pokoleń, żyjących tutaj w czasach przedhistorycznych). Tak więc kolonia Jukatanu (choć rządzona przez Białych władców) szybko zdominowana zostanie przez Czerwonoskórych mieszkańców z głębi kontynentu.

Dr. August le Plongeon, który w XIX wieku badał starożytny język Majów, powiedział otwarcie: "Jedna trzecia tego języka, to jest czysta greka". Dodał także że język Majów nie jest też pozbawiony słów pochodzących z języka sumeryjskiego i staro-asyryjskiego. Mało tego, dr. Plongeon wykazał również że pierwotną ludnością, zamieszkującą tereny Jukatanu, była... ludność Biała - europejska, a nie Czerwonoskóra - indiańska. Zresztą ostatnie znaleziska czaszek (do tej pory znaleziono kilka takich czaszek, najstarszą jest czaszka tzw.: Białego "Człowieka z Kennewick"), mających po kilkadziesiąt tysięcy lat, które brano za należące do ludności Czerwonoskórych Indian, okazały się... czaszkami Białych ludzi. Skąd Biali w Ameryce przed Kolumbem? Owszem, przybywali tam wcześniej Wikingowie, no ale głównie na tereny Ameryki Północnej i ich obecność ograniczała się jedynie do terenów nadbrzeżnych, nie zapuszczali się w głąb kontynentu, a ich rajdy miały miejsce dopiero kilkadziesiąt tysięcy lat po odnalezieniu owych czaszek. Natomiast te czaszki (skrupulatnie złożone w ziemi), znalezione zostały w głębi kontynentu i pochodziły z czasów znacznie odległych, nim jeszcze Wikingowie pojawili się w Skandynawii. Świat nauki do dziś stara się rozwikłać zagadkę "Białych ludzi w Ameryce przed Kolumbem i Wikingami", niewielu zaś jest w stanie przyjąć do wiadomości, że Biała ludność pojawiła się tam znacznie wcześniej niż Czerwonoskórzy wybrańcy, ocaleni z kontynentu Lamar.


"CZŁOWIEK Z KENNEWICK"
REKONSTRUKCJA TWARZY "BIAŁEGO AMERYKANINA"
SPRZED ok. 12 000 lat




CDN.


PS: A na zakończenie chciałbym jeszcze wyrazić swoje zdanie na temat Orderu Orła Białego który prezydent Karol Nawrocki obiecał odebrać temu ukraińskiemu pajacowi. Tak więc uważam że jak najszybciej należy to uczynić, gdyż to jest jedynie gest symboliczny. W tym przypadku zaś, jeżeli Ukraińcy jawnie już odwołują się do tradycji nazistowskiej i czczą morderców kobiet i dzieci - którzy w znanej nam historii ludzkości mordowali małe dzieci tak okrutny i odrażający sposób, że nawet Niemcy nie byli w stanie wytrzymać widoku kilkuletnich dzieci, przecinanych piłami na pół albo mającymi gwoździe wbite w czaszki. Jeśli więc Ukraina nie potrafi odrzucić swojej morderczej, nazistowskiej przeszłości, to ja już nie mam słów i ja takiej Ukrainy nie widzę nigdzie, ani w NATO ani w Unii Europejskiej, ani nawet... w Europie.



DEMETRIUSZ, PYRRUS, ARATOS... - Cz. V

PRAWDZIWI "CELEBRYCI" 
EPOKI HELLENISTYCZNEJ





I
DEMETRIUSZ POLIORKETES
(337-283 r. p.n.e.)
Cz. V






U BOKU OJCA
Cz. III


 Nie od razu Antygon Jednooki ruszył na nową wojnę z Alketasem i Attalosem (którzy wraz z Eumenesem z Kardii tworzyli swoistą trójcę przyjaciół i wodzów byłego regenta Perdikkasa - poległego nad Nilem w 321 r. p.n.e.). Pokonawszy Eumenesa i zamknąwszy go w twierdzy Nora (leżącej w górach Taurus), Antygon przejął również jego armię jak i skarbiec, przez co stał się najsilniejszym i najbogatszym macedońskim satrapą, a co za tym idzie najbardziej pewnym siebie i najbliższym zdobycia spodziewanej władzy regenta. Co prawda sędziwy już Antypater wciąż jeszcze żył, ale jego gwiazda coraz szybciej blakła, podupadał też na zdrowiu i było pewnym że jego dni są policzone. W tej sytuacji należało się spodziewać wyznaczenia nowego regenta i pojawiało się natychmiast pytanie - który z byłych wodzów Aleksandra Wielkiego jest najbardziej godnym tego tytułu. Bez wątpienia najbliżej władzy był Poliperchon Epirota, syn Symmiasza z Tymfai (mający jakieś powiązania z królewskim rodem władców Epiru), który od śmierci Aleksandra (323 r. p.n.e.) pełnił funkcję namiestnika Macedonii i miał kontrolę nad Helladą i głównymi jej miastami-twierdzami (tzw: "kajdanami Hellady"). Był on prawie rówieśnikiem Antygona. Antygon zaś stał się teraz najsilniejszym pretendentem do roli regenta, posiadał największą armię i złoto - które to mógł użyć w walce o tę władzę (będącą tylko wstępem do zapewnienia sobie i swemu rodowi odrębnej korony i wypowiedzenia posłuszeństwa marionetkowym królom Macedonii). Każdy zresztą z wodzów Aleksandra teraz działał coraz wyraźniej na własną rękę i tak naprawdę Antypater był ostatnim z wodzów, który pragnął utrzymania w całości dawnego Imperium. W walce o regencję liczył się jeszcze co prawda Ptolemeusz, ale ten całkowicie już skupił się na Egipcie i nie pragnął większej władzy. Zdając sobie doskonale sprawę że Fenicja i Syria stanowią doskonałą bazę do ataku na Egipt, zapragnął posiąść te krainy (aby wyeliminować owe zagrożenie) i z początkiem 320 r. p.n.e. posłał tam swego wodza i przyjaciela Nikanora, który szybko podporządkował sobie Syrię, biorąc do niewoli tamtejszego satrapę - Laomedonta (wyznaczonego w traktacie w Tripadejsos z 321 r. p.n.e.) i pozyskał porty Fenicji, zapewniając Ptolemeuszowi kontrolę nad całym ogromnym terytorium Celesyrii.




W tej mojej wyliczance ewentualnych pretendentów do roli regenta, pominąłem jeszcze postać Kassandra - syna Antypatra, który dotąd pełnił funkcję dowódcy jazdy w armii podległej Antygonowi. Z końcem 320 lub z początkiem 319 r. p.n.e. został on wezwany przez ojca do Pelli, by mu pomagał w sprawowaniu funkcji regenta, licząc zapewne na to, że ojciec jemu właśnie przekaże ten tytuł. Kassander był rówieśnikiem Aleksandra Wielkiego i wydawało się że jest w sile wieku aby pełnić tę funkcję (miał bowiem 35/36 lat). Do Macedonii wysłany został (oczywiście za zgodą Antygona) również w tym czasie (320/319 r. p.n.e.) poseł i najwierniejszy przyjaciel zamkniętego w twierdzy Nora Eumensa, jego rodak - Hieronim z Kardii. Wszyscy oni znajdowali się w Pelli w czasie, gdy stan zdrowia Antypatra mocno już podupadł. Wiosną lub wczesnym latem 319 r. p.n.e. leżąc już na łożu śmierci (po zaledwie dwóch latach sprawowania regencji), Antypater prosił zebranych przy jego łożu, aby utrzymali w całości Imperium Aleksandra, oraz aby nigdy nie pozwolili kobiecie stanąć na czele Królestwa (chodziło oczywiście o Olimpias - matkę Aleksandra, która w tym czasie przebywała wraz z Tessaloniką - córką swego zmarłego małżonka a ojca Aleksandra Wielkiego - Filipa II i Nikesipolis w Epirze. Jej własna córka - Kleopatra przebywała bowiem nadal w Sardes w Azji Mniejszej). Umierając latem 319 r. p.n.e. Antypater wyznaczył na nowego regenta nie swego syna Kassandra (zapewne uważał że jest na to jeszcze zbyt młody i niedoświadczony) tylko właśnie Poliperchona i tak też rozpoczęła się nowa regencja. Kassander jednak nie zamierzał pogodzić się z wolą ojca (oczywiście potwierdzoną potem przez Zgromadzenie Macedończyków, na którym to oficjalnie już Poliperchon został obrany regentem) i potajemnie sprzymierzył się z Antygonem oraz Ptolemeuszem, szukając możliwości obalenia nowego regenta. Natomiast Poliperchon przypadł do gustu Hieronima, który w imieniu Eumenesa przysiągł mu wierność.




W tym też czasie zamknięci w twierdzy Nora żołnierze Eumensa nudzili się niemiłosiernie. Jedzenia i wody co prawda nie brakowało, ale wszystko było monotonne, a posiłki stały się jednakowe. Poza tym nie było miejsca aby prowadzić normalne ćwiczenia wojskowe i wojsko się nieco Eumenesowi "rozłaziło". Aby nie dopuścić do swoistego "skapcowacenia" swoich żołnierzy, Eumenes czynił wszystko aby upewnić ich w przekonaniu, że los jaki ich spotkał jest tymczasowy i wkrótce to oni będą ponownie "dzielić i rządzić". Posiądą też złoto, kobiety i oczywiście sławę wojenną. Jadał wraz z nimi, codziennie kogoś nowego zapraszając do swego stołu i z nim dyskutując. Tym zaś, którzy przy nim wytrwali w twierdzy Nora, przyznał prawo do noszenia purpurowych płaszczy i purpurowych kapeluszy na wzór królów macedońskich. Największy budynek twierdzy przeznaczył też do ćwiczeń wojskowych (nie był on duży a żołnierze maszerowali w kółko, co okrążenie przyspieszając kroku. Była to bodajże jedyna rozrywka jaką mieli tam żołnierze). Największy jednak problem był ze zwierzętami (a konkretnie z końmi) gdyż długie miesiące pozostawania w stajni w bezruchu nie służyły ich przydatności bojowej. Ponieważ jednak w twierdzy nie było miejsca do eskapad konnych, Eumenes wymyślił inny sposób na podtrzymanie sprawności swych koni, a mianowicie za pomocą skomplikowanego systemu rzemieni, pasów i drewnianych bloków (specjalnie w tym celu skonstruowanych), powiązywał ze sobą stojące w jednym boksie konie w taki sposób, że dźwignia podnosiła je lekko do góry, jednocześnie wymuszając na nich aby cały ciężar ciała oparły na tylnych kopytach (przednie lekko tylko dotykały ziemi). Po kilkunastu takich ćwiczeniach konie przyjmowały pozycje jak do galopu i starały się utrzymać przednimi kopytami w taki sposób aby dotknąć ziemi. Trwało to tak długo, aż z ich pyska zaczęła lecieć ślina a ciało pokrywało się potem. Eumenes zdawał sobie sprawę że takie ćwiczenia są niezbędne aby utrzymać sprawność fizyczną koni w odpowiednim stanie, tak, aby, jak już opuszczą twierdzę, były zdolne do działań bojowych. Tak też mijały miesiące i nadeszła jesień 319 r. p.n.e. a wszyscy z ogromną niecierpliwością wypatrywali powrotu Hieronima, spodziewając się że ten przywiezie wreszcie dobre wieści, które pozwolą opuścić im tę maleńką twierdzę.




Hieronimus jednak w swej drodze powrotnej do Nory został zatrzymany przez Antygona, który zaprosił go do siebie i przyjął nazbyt serdecznie jako przyjaciela Eumenesa. Obsypywał go tam darami i zaszczytami a nawet poprosił aby Hieronim zaprzestał wyjazdu do Nory i pozostał przy nim. Hieronimus - powołując się na swą przyjaźń z Eumenesem - odmówił, ale obiecał że zawiezie do Nory przesłanie Antygona, w którym ten prosił Eumensa o sojusz wymierzony przeciwko nowemu regentowi Poliperchonowi i wsparcie dla Kassandra. W zamian Antygon oferował Eumenesowi nie tylko żądaną przez niego Kapadocję ale i znacznie więcej krain, oraz przyznawał mu pierwsze miejsce w radzie wojennej jeśli tylko wyrazi zgodę na sojusz. Hieronim wyjechał więc do Nory, gdzie został przyjęty z wielką radością i nadziejami, ale gdy przedstawił Eumenesowi propozycję sojuszu jaką zaproponował mu Antygon, ta radość nie była już tak wielka. Co prawda pięknie brzmiały obietnice przekazania Eumenesowi Kapadocji i tych krain, których zapragnie, ale był jeden mały, aczkolwiek bardzo istotny haczyk w tym wszystkim. Otóż Eumenes miał złożyć przysięgę wierności Antygonowi (oczywiście dodano tam też frazy o wierności królom, ale były one coraz mniej warte w szybko zmieniających się, niepewnych czasach). Na tym właśnie miał polegać sojusz, na podporządkowaniu się Eumenesa Antygonowi. Powstał więc problem jak taką decyzję przedstawić żołnierzom, od miesięcy zamkniętym w tej łupinie orzecha jaką była Nora. Odmówić złożenia przysięgi oznaczało pozostać tam nie wiadomo jeszcze jak długo, złożyć ją, to związać się na zawsze planami wyznaczonymi przez Antygona a tym samym zapewne złamać wcześniej złożone przyrzeczenie dane Aleksandrowi Wielkiemu i jego następcom. Cóż więc było robić? Eumenes wpadł na trzecie wyjście, nie mógł odmówić złożenia przysięgi, bo to oznaczało dalsze przebywanie w twierdzy w której nikt już dłużej przebywać nie chciał. Postanowił jednak Eumenes zmienić ją nieco w swym brzmieniu tak, aby przysięga została złożona królom, czyli Filipowi III Arridajosowi i maleńkiemu (czteroletniemu) Aleksandrowi IV. Oczywiście imię Antygona zostało w tekście zachowane, ale spadło na dalsze pozycje. Taki tekst został więc przedstawiony dowódcy Antygona oblegającemu Norę i po złożeniu przysięgi, ku wielkiej radości żołnierze Eumenesa opuścili wreszcie (po roku) tę przeklętą dla nich twierdzę i udali się do Kapadocji, gdzie napływali również inni dawni weterani armii Eumenesa, uciekając głównie z oddziałów Antygona.




A tymczasem do Antygona przybył z Macedonii Kassander. Ten powitał go niczym prawdziwego regenta, obiecał mu swą pomoc i wsparcie oraz przyznał na początek 35 okrętów wojennych i 4000 żołnierzy. Natomiast Poliperchon zdołał na Zgromadzeniu Macedończyków przyjąć uchwałę, określającą zbiegłego Kassandra mianem zdrajcy i aby wzmocnić własną pozycję (oraz wyczuwając do czego dąży Antygon, próbujący osłabić władzę centralną), zaprosił do Macedonii królową-matkę Olimpias (tym samym łamiąc dane na łożu śmierci Antypatrowi słowo, iż żadnej kobiety do władzy nie dopuści) aby zajęła się opieką swego wnuka - króla Aleksandra IV. Olimpias (która od dawna pragnęła władzy) oczywiście pozytywnie przyjęła zaproszenie Poliperchona, ale obawiając się wpływów Kassandra jak również królowej małżonki Filipa III Arridajosa - Eurydyki, nadal pozostała w kraju Molossów w Epirze (należy też dodać, że imię Olimpias zostało również wymienione w tekście przysięgi, jaką Eumenes złożył na ręce wodza Antygona opuszczając Norę). Wkrótce potem (koniec 319 lub początek 318 r. p.n.e.) do Eumenesa do Kapadocji przyszedł list od Poliperchona, w którym ten proponował mu sojusz przeciwko Antygonowi, przyjazd do Macedonii i objęcie wraz z nim wspólnych rządów regencyjnych. Jeśli zaś Eumenes postanowiłby pozostać w Azji, otrzymałby naczelne dowództwo nad znajdującą się tam armią oraz skarb królewski znajdujący się w mieście Kyinda w Cylicji, wraz z ochraniającymi go 3000 doborowego oddziału macedońskich Srebrnych Tarcz. Eumenes przystał na tę propozycję i pomaszerował do Cylicji, obejmując w posiadanie ów skarb, jak i dowództwo nad Srebrnymi Tarczami. Weterani armii Wielkiego Króla (którzy wcześniej otrzymali rozkaz z podpisem Filipa III i Aleksandra IV) powitali Eumenesa z radością. Miał on wówczas bowiem opinię "Niezwyciężonego", ulubieńca bogini Tyche, którego los wywindował na najwyższe zaszczyty. Każdy zaś żołnierz woli służyć pod dowódcą któremu dopisuje szczęście nawet wówczas gdy przegrywa bitwę, niż takim, który pomimo zwycięstwa ostatecznie nie potrafi go wykorzystać i ponosi klęskę. Pomimo jednak całej swej niezwyciężoności i sławy, Eumenes miał jeden poważny defekt w oczach żołnierzy Aleksandra, a mianowicie był Grekiem a nie Macedończykiem, a poza tym wciąż ciążył na nim wyrok śmierci, wydany przez Zgromadzenie Macedończyków jeszcze w Tripadejsos (a w zasadzie to jeszcze nad Nilem w Egipcie w 321 r. p.n.e.) który wciąż nie został odwołany (Poliperchon co prawda obiecał że się tym zajmie ale niewiele poczynił w tym temacie). Zatem pomimo sławy, ciężko było Eumenesowi zapanować nad macedońską armią, a tym bardziej nad jej dowódcami, którzy przecież uważali się za lepszych i bardziej predestynowanych do dowodzenia Srebrnymi Tarczami i całą królewską armią Azji od jakiegoś Greka. Ale jak już pisałem wcześniej Eumenes był nie tylko dobrym wodzem, nie tylko dopisywało mu szczęście, nie tylko dbał o tężyznę fizyczną i sprawność bojową, ale przede wszystkim był inteligentnym i bystrym człowiekiem który niejednokrotnie wykorzystywał siłę własnego intelektu aby dopomóc losowi, który potem uważano za zrządzenie bogów. I tak też się stało tym razem.




To on oficjalnie miał objąć dowództwo nad całą armią Azji, ale zdając sobie sprawę z trudności jakie się z tym wiązały, postanowił podzielić się tym dowództwem w dość przemyślny sposób, jednocześnie pozostawiając je w swych rękach na rzymskiej zasadzie Primus Inter Pares - czyli pierwszy wśród równych. Przybywszy do Kyindy w Cylicji, natychmiast poinformował tamtejszych dowódców formacji Srebrnych Tarcz, że w nocy przyśnił mu się król Aleksander Wielki siedzący na swym złotym tronie i wydający wojsku rozkazy. Przesłanie było więc jasne - Aleksander (już jako bóg) jest z nimi nadal i to on wciąż podejmuje decyzje, on dowodzi, a skoro dowodzi któż mógłby się mu sprzeciwić, któż mógłby wystąpić przeciwko jego militarnemu geniuszowi i jego królewskiej woli. Eumenes był więc tutaj tylko przekaźnikiem woli samego boga, który wciąż dowodziłby swoją armią - trudno o bardziej miłą sercu weteranów tego króla wizję, w której to już nie jakiś tam Grek dowodził będzie macedońską armią, ale sam Wielki Król, który teraz stał się bogiem. Eumenes stwierdził więc że bogu Aleksandrowi należy wystawić przepiękny namiot w którym ustawi się jego złoty tron, a na nim położy jego diadem. Obok ustawi się ołtarz, na którym codziennie wodzowie składać będą ofiary ku jego czci, a On będzie z nimi podczas walk i przyniesie im zwycięstwo. Tak więc teraz wodzem stał się sam Aleksander a Eumenes był jednym z wielu członków jego sztabu (choć tak naprawdę miał głos decydujący), piękne i jakże zmyślne kupienie sobie wdzięczności zarówno dowódców (których taka wizja całkowicie satysfakcjonowała) jak i żołnierzy - dawnych weteranów Wielkiego Króla. W tym czasie większość wodzów starała się już dopasować do wizerunku króla-boga Aleksandra. Pierwszym z nich był niejaki Leonnatos (dowódca doborowego oddziału konnych hetajów), który zaraz po śmierci Aleksandra zgolił brodę i nie zamierzał zapuszczać jej już nigdy. W jego ślady poszli teraz inni wodzowie, w tym Eumenes (który golił się na gładko), jak również Antygon, a szczególnie jego syn - Demetriusz. Brodaty mężczyzna, który do tej pory był symbolem mądrości, siły i doświadczenia (szczególnie wojennego), teraz ustąpił miejsca całkowicie ogolonej męskiej twarzy, która wcześniej tożsama była z twarzą młodzieńca wykorzystywanego do homoseksualnych zabaw. Skoro jednak Aleksander stał się bogiem i trafił na Olimp (gdzie przebywał wraz z największymi Olimpijczykami), to było oczywiste że jeśli zamierzano podążać Jego śladem, to szczególnie należało utożsamić się do niego fizycznie. Oczywiście na tym nie poprzestano i już wkrótce zaczęto tworzyć przy swoich obozach wojskowych swoiste dwory, które były wyznacznikami nowego modelu rządów w rozrywanym na części Imperium Wielkiego Króla. A latem 318 r. p.n.e. nowa Druga Wojna Diadochów (czyli wodzów Aleksandra) zaczęła się już na całego.




Warto też dodać nieco na marginesie, że w tym samym czasie za Adriatykiem Synowie Grodu Wilczycy toczyli od 326 r. p.n.e. wojnę z Samnitami, którzy w 321 r. p.n.e. zadali im upokarzającą klęskę w wąwozie Kaudium (na wschód od Kapui). Rzymianie zostali zmuszeni do kapitulacji na upokarzających warunkach złożenia całej broni i przejścia pod jarzmem. Spowodowało to kilkumiesięczny chaos i żałobę jaka zapanowała w Rzymie, w ciągu roku wybrano też dwóch dyktatorów, którzy nie byli w stanie przeprowadzić wyborów, tak bardzo społeczeństwo rzymskie dotknięte zostało ową klęską i hańbą. Dopiero na początku 320 r. p.n.e. wybrano nowych konsulów - Kwintusa Publiusza Filona i Lucjusza Papiriusza Kursora (ten ostatni swój przydomek "Cursor" czyli biegacz, wziął z niezwykłej wytrwałości w zawodach sportowych, głównie w biegach. Był też uważany za dobrego wodza, a nawet za rzymskiego odpowiednika Aleksandra Wielkiego i typowany był jako ten, który właśnie miał się zmierzyć z Wielkim Królem w bitwie, gdyby tamten skierował się na podbój Italii).


RZYMSKI LEGIONISTA 
(z II wieku p.n.e.) 
w starciu z MACEDOŃSKIM FALANGITĄ



CDN.