Strony

STRONY

31 maja 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LII

II IMPERIUM ATLANTYDY 
Cz. V





OKRES IMPERIALNY
i WIELKIE PODBOJE
25 000 r. p.n.e. - 12 500 r. p.n.e.
Cz. I






II DYNASTIA 
i WIELKA WOJNA ATLANTÓW Z IMPERIUM MU
25 000 r. p.n.e
Cz. I


II Dynastia złożona była z ludzi odznaczających się o wiele większą brutalnością niż I Dynastia. Było to spowodowane faktem, że ród założyciela II Dynastii - Agrusa, nie miał w sobie domieszek innej krwi, a jego przodkowie wywodzili się w prostej linii z planety Malona. Przedstawiciele I Dynastii bowiem zmieszali swe geny z Białymi przybyszami z Alpha Centauri, co je nieco "złagodziło". Atlantyda więc, pod rządami II Dynastii była państwem agresywnym i zmilitaryzowanym. Młodzież kształcono w szkołach przede wszystkim do walki o poszerzanie granic Imperium (i nie miał tutaj znaczenia wyuczony zawód, czy sprawowana funkcja - żołnierz tak samo był szkolony do walki jak naukowiec czy kapłan do rozwoju nauki w celach militarnych). Władcy Imperium MU (w którym to państwie, mimo ciągłej Białej kolonizacji, wciąż dominowali Czerwonoskórzy władcy i elita tamtejszego społeczeństwa) spoglądali w stronę Atlantydy z obawami i lękami, uważając tamtejsze społeczeństwo za tzw.: "Kraj Wschodu" o kulturze wybitnie materialistycznej, nastawionej na ciągły konflikt (celem władców Atlantydy stało się bowiem opanowanie całego ówczesnego świata).

Ok. 25 000 r. p.n.e. czyli wówczas, gdy rozpoczął się wzajemny konflikt dwóch mocarstw, prócz Atlantydy i MU istniały jeszcze inne imperia, które zarówno Atlanci jak i Lemurianie z MU - pragnęli pozyskać, lub przynajmniej zneutralizować. Było to np. ogromne Imperium Ujghur (głównie tereny dzisiejszych Chin i Tybetu, z tym że było to Imperium ludności Białej, z niej bowiem wzięli się tzw. Indoeuropejczycy/ Ariowie/Słowianie/Celtowie, w Wedach nazwa w imperium Ujghur funkcjonuje jako tzw "Kolebka"), czy Imperium Nagów (dzisiejsze Indie). Reszta państw się nie liczyła, gdyż nie miała statusu "imperium" i nie mogła wybitnie zagrozić potędze obu skonfliktowanych ze sobą krajów. Pierwszy ruch w celu pozyskania ewentualnych sojuszników w przyszłej wojnie wykonało Imperium Atlantydy, wysyłając swych przedstawicieli na dwór królewski do Kara-Koty, stolicy Imperium Ujghur, proponując wspólny sojusz i podział wpływów po rozbiciu Imperium MU. Władca tego mocarstwa - NORTAN, nie tylko odmówił wsparcia inwazji Atlantów na MU, ale zagroził że jeśli do tego dojdzie, to jego kraj udzieli napadniętym pomocy militarnej. To spowodowało zamrożenie stosunków Atlantydy z Kara-Kotą (już wtedy prawdopodobnie powstały plany podboju tego państwa, ale wojna na dwa fronty przeciwko dwóm imperium nie wchodziła wówczas w rachubę).

Z Imperium Nagów nie prowadzono żadnych rozmów, ale Atlanci - świadomi ewentualnego konfliktu na dwa fronty i praktycznie pewnej klęski - skierowali swe kroki ku mezopotamskiemu Imperium Marduka w Edenie. Ten obiecał im swe wsparcie, a nawet przekazał Atlantom ogromną broń z planety/okrętu Nibiru, która była w stanie w jednej chwili unicestwiać ogromne obszary ziemi (np. całe miasta), pozostawiając jedynie spalone zgliszcza. Ofiarowanie Atlantom tej broni było ze strony Marduka szaleństwem, ale ten wówczas także pragnął zapanować nad światem i Atlanci (pochodzący zresztą z tego samego świata, który niegdyś jego mieszkańcy tak bezmyślnie unicestwili - z Malony. Gadzie przekleństwo Maldeka zostało teraz przeniesione na Ziemię) wydali mu się w tym doskonałymi sojusznikami. Ale Atlantom było mało sojuszników, chcieli się zabezpieczyć z każdej strony i jednocześnie uziemić ewentualną pomoc, oferowaną Imperium MU ze strony Ujghurów. Zawarto więc sojusz ze zbrojnymi placówkami Alpha Centauri i... Plejad. Może to zabrzmi dziwnie, ale Plejadianie również uznali za właściwe unicestwienie Imperium MU i udzielili Atlantom ogromnego wsparcia ze strony swych gwiazdolotów. Przy takiej koalicji los Imperium MU był już przesądzony.




W przekazach channelingowych Plejadianie przyznają - "Udzieliliśmy wsparcia, zniszczyliśmy Lemurię", a dlaczego? Na tak postawione pytanie odpowiadają: "Oszukano nas!". Plejadianie mieli uwierzyć zapewnieniom Atlantów, że Imperium MU stanowi zagrożenie dla wszelkiego życia na Ziemi i należy mu się z całą siłą przeciwstawić. Jak do tego doprowadzili? Ich flota gwiezdna zniszczyła jeden z księżyców w Naszej Galaktyce, a jego szczątki nakierowali na kontynent Lamar, czym spowodowali prawdziwą katastrofę (ogromne bryły zaczęły spadać Lemurianom na głowy, natychmiast niszcząc wszystko co tam żyło). Ale nim do tego doszło, najpierw Atlanci przygotowali i wyposażyli flotę i armię inwazyjną, po czym całą swą potęgą zaatakowali Imperium MU.


GWIAZDOLOTY PLEJADIAN 
NISZCZĄ JEDEN Z KSIĘŻYCÓW W 
NASZEJ GALAKTYCE, 
A ODŁAMKI NAKIEROWUJĄ NA KONTYNENT LAMAR
(Wizja artysty)



"ZIEMIĘ, MORZE I NIEBO WYKRZYWIŁY POTĘŻNE SIŁY (...)
FALE ROSŁY, WIATR DĄŁ, DESZCZ PADAŁ, GRZMOT GRZMIAŁ, 
METEORYTY SPADŁY NA WYSPĘ"

Kataklizm opisujący upadek Lemurii, zaczerpnięty z mitów Rapa-Nui (Wyspy Wielkanocnej)


Gdy Lemurianie z MU dowiedzieli się o wielkiej inwazyjnej flocie Atlantów zmierzającej ku ich Wyspie, natychmiast postawili w stan gotowości własne siły zbrojne, szczególnie zaś okręty, które miały za zadanie zatrzymać pochód Atlantów ku Lemurii. Do bitwy morskiej doszło z dala od Wyspy (jakieś 2000 km. od Lamar). Atlanci dysponowali ogromną siłą ognia, generowaną przez kryształy mocy (o których pisałem we wcześniejszych tematach). Mieli też do dyspozycji broń przekazaną im przez Marduka z Edenu, to wszystko razem wzięte czyniło ich praktycznie niepokonanymi. Okręty Lemurian były co prawda zaopatrzone w tzw.: "systemy zabezpieczające" przed promieniowaniem, ale siła ognia Atlantów była tak wielka, że na nic się one zdały. Okręty Lemurian paliły się więc jeden za drugim, zmuszając ich załogi do ratowania się w morskich odmętach. Ale Lemurianie też dysponowali pewną siłą, np. generatorami, które były w stanie naprawiać wyłomy w polu energetycznym chroniącym okręty, oraz tzw.: "Igłami" - czyli wiązkami ognia, wystrzeliwanymi z okrętów w postaci cienkich, migotliwych wiązek i "tnącymi" wszystko dookoła niczym papier. Bitwa miała trwać przez kilka godzin, jednak potęga kryształów w połączeniu z siłą broni przekazanej przez Marduka, brała coraz wyraźniej górę nad "igłami", a pole ochronne nabierało coraz większych "dziur", których nie były już w stanie naprawiać owe generatory. Bitwa zakończyła się więc całkowitą klęską Lemurian i zagładą całej ich floty morskiej. 




Po zwycięstwie Atlanci wylądowali na Lemurii i zdobyli jeden z większych portów morskich tej Wyspy, będący jednocześnie silnie bronioną twierdzą. Bitwa musiała trwać dość długo, a po zdobyciu twierdzy w ręce Atlantów wpadło kilkadziesiąt tysięcy jeńców (głównie kobiet i dziewcząt, gdyż większość mężczyzn zginęła w bitwie. Były one w fatalnym stanie fizycznym, ranne, głodne i wynędzniałe długim oblężeniem). Wszystkie one trafiły do niewoli. Jednak straty, jakie ponieśli Atlanci zarówno w czasie bitwy morskiej, jak i podczas zdobywania portu/twierdzy na lemuriańskiej ziemi, uświadomiły im że zdobycie Wyspy jest nieopłacalne, gdyż pociągnęłoby to za sobą ogromne straty tak w ludziach jak i w sprzęcie. Postanowiono więc zniszczyć całą Wyspę. Tak więc wycofano z Lemurii cała swą armię i dzięki energii kryształów nakierowano na Wyspę ogromną asteroidę (jednocześnie Plejadianie ściągnęli tam rozbity przez siebie księżyc). Asteroidę (podobnie jak i księżyc) rozbito na mniejsze kawałki, które następnie zrzucono na kontynent Lamar. Deszcz meteorytów w połączeniu z pozostałościami księżyca, zaczął spadać Lemurianom na głowy, niszcząc miasta i wsie, wszelkie życie jakie tam istniało. Ów atak wywołał również ruchy tektoniczne ziemi, które doprowadziły do trzęsień i potężnych fal. W przeciągu kilku miesięcy wojny cała Lemuria pogrążyła się w wodach Oceanu Spokojnego. To był koniec Imperium MU.

Przez ten cały czas trwała masowa ucieczka ludności z tego kontynentu. Większość uciekinierów schroniła się na terenach Ameryki Południowej, Środkowej i Północnej, Australii i wyspach Oceanii, niektóre grupy ludności dotarły do Północno-Zachodniej i Środkowej Europy. Tragedia Lemurii zachowała się w formie mitów i legend przeróżnych ludów zamieszkujących okoliczne ziemie, jak choćby mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, czy też australijskich Aborygenów, którzy opowiadają legendę o "Mu-Mu-Na", płonącym tęczowym wężu który spadł z nieba na ziemię, aby wywołać światowy potop. W ich legendach jest jeszcze opowieść o mitycznym raju na ziemi, zwanym - "BARALKU", który zatonął w odmętach oceanu. Prawie dokładnie ten sam przekaz występuje wśród Indian Okanagon (ze stanu Waszyngton), oraz Tahitańczyków. Natomiast przekazy pochodzące od Plejadian (pomimo iż to właśnie na nich opieram historię Atlantydy, gdyż to właśnie Oni mówią na ten temat najwięcej) są w tym miejscu dość skąpe i ograniczają się jedynie do informacji że doszło do takiego ataku, oraz stwierdzenia: "Zniszczyliśmy Lemurię! (...) Oszukano Nas".

O wiele więcej na ten temat można się dowiedzieć od... Tjehooba. Znajduje się w tych channelingach nie tylko opis bitwy morskiej i zdobycia portu/twierdzy na lemuriańskim wybrzeżu, lecz także informacja o samej katastrofie. Według nich, gdy doszło do wojny, na tronie Imperium Mu zasiadał cesarz Lationusi. Nagle powietrze przeszył tępy, dudniący dźwięk (Aborygeni mawiali jeszcze że katastrofę poprzedzał przerażający dźwięk, który oni nazwali "ryczący byk"). Wszyscy mieszkańcy Savanasy zbiegli się, by zaobserwować skąd on dochodził. Ujrzano ogromne kawałki meteorytów i pozostałości skalnych, które spadały z nieba, leciały prosto na nich. Wybuchła panika, ludzie tratowali się nawzajem próbując uciec z wyspy nim dojdzie do zderzenia. Cała służba z Pałacu Cesarskiego również uciekła, a Cesarz - otoczony tylko kilkoma z ludzi swej świty - próbował dostać się na pobliskie lotnisko. Udało mu się co prawda tam dostać i nawet wsiąść do wcześniej przygotowanego statku powietrznego, jednak nim gwiazdolot wzbił się w powietrze, lotnisko na którym stał zaczęło się zapadać, ziemia zaczęła pękać i zaczął się tworzyć gigantyczny krater. Gwiazdolot Lationusiego zapalił się więc i wybuchł, zabijając samego cesarza i całą jego świtę, po czym gwiazdolot (i inne które stały razem z nim) zaczęły wpadać do pogłębiającej się przepaści. 




W samej stolicy też sytuacja nie była dobra. Ziemia zaczęła pękać ludziom pod nogami a spadające odłamki skalne potęgowały skalę zniszczenia. W pewnym momencie Wielka Piramida w Savanasie zaczęła się chwiać, a następnie, w ułamku kolejnych sekund zapadła się w powstający ogromny krater. Budynki zapadały się jak domki z kart. Całe dzielnice znikały pod ziemią, a po nich gigantyczne kawałki całego kontynentu Lamar. Ludzie chwytali się rozpaczliwie ostatnich stojących jeszcze wraków budynków, czy wyżej położonych partii górskich. Na niewiele im się to zdało. Skali potwornego zniszczenia, której nie dokonały spadające kawałki meteorytów oraz trzęsienia ziemi, dokonały fale Oceanu Spokojnego, zatapiając wszystko, co przetrwało tę nawałnicę. To był ostateczny koniec kontynentu Lamar i wielkiej cywilizacji Imperium MU. Według przekazów z channelingów od Tjehooba, część mieszkańców tego ginącego świata została przez nich ocalona i wywieziona gwiazdolotami na... Marsa. Jednak zwycięstwo Atlantów było całkowite, a wsparcie jakie otrzymali od innych państw i ras (Alpha Centauri czy głównie Plejady), zaowocowało większą pewnością siebie i przekonaniem o swej nieomylności i potędze. 

Gdy Atlantom jeszcze raz przyjdzie do głowy sprowadzenie na Ziemię asteroidy (ok. 12 500 r. p.n.e.), tym razem w celu zniszczenia Hellady (którą próbowali podbić, a o której to zwycięskiej dla Greków walce pisał Platon w swym dialogu "Timaeus"), Plejadianie powiedzą "STOP". "Sprawa Atlantydy" trafiła wówczas pod obrady Federacji Galaktycznej, która... wysłała na Ziemię okręt/planetę Nibiru z zadaniem zmiany trajektorii lotu asteroidy skierowanej na Helladę. Pod wpływem działalności Nibiru zakłócono promień trakcyjny Atlantów, który ściągał asteroidę i skierowano ją... przeciwko samej Wyspie. Efekt był podobny do zagłady Lemurii - Atlantyda została całkowicie zniszczona, a resztki tej wielkiej cywilizacji spoczęły na dnie Oceanu Atlantydzkiego. Ale jak na razie to odległa przyszłość, trzymajmy się (w miarę oczywiście możliwości, bo nie zawsze mi się to udaje) chronologii dalszych wydarzeń.


PS: W kolejnej części opiszę co stało się z uciekinierami z Imperium MU z kontynentu Lamar i dokąd ci rozbitkowie najczęściej zmierzali.


CDN.

MACZKÓW - POLSKIE MIASTO W NIEMCZECH

POLSKA ENKLAWA W EMSLANDZIE
1945-1948





"PODCZAS OKUPACJI TRAKTOWANO NAS NIEMAL JAK ZWIERZĘTA GOSPODARSKIE (...) SZCZEGÓLNIE WREDNA BYŁA JEDNA FRYZJERKA, KTÓRA MIAŁA ZAKŁAD NIEDALEKO NASZEGO OBOZU. ILEKROĆ NAS ZOBACZYŁA, ZAWSZE SŁYSZAŁYŚMY "SCHWEINE", "HURE" ("ŚWINIA", "KU...A"). SYTUACJA ZMIENIŁA SIĘ PO WYZWOLENIU. GDY OTRZYMAŁYŚMY SWÓJ PIERWSZY ŻOŁD, PIERWSZE KROKI SKIEROWAŁYŚMY DO FRYZJERA. SPECJALNIE POSZŁYŚMY WŁAŚNIE DO TEJ NIEMKI. GDY NAS WTEDY ZOBACZYŁA, W MUNDURACH, Z ORZEŁKAMI NA CZAPKACH I NAPISEM "POLAND" NA RAMIENIU, DOSŁOWNIE ZSIUSIAŁA SIĘ ZE STRACHU. MYŚLAŁA ŻE ZARAZ JĄ ZASTRZELIMY (...) 

JEJ I POMOCNICOM RĘCE SIĘ TRZĘSŁY GDY NAS CZESAŁY. POTEM PODPATRZONYM U JANKESKICH CHŁOPAKÓW POGARDLIWYM GESTEM RZUCAŁYŚMY ZAPŁATĘ, MÓWIĄC: "KEEP YOUR CHANCE". TAKA BYŁA NASZA ZEMSTA. I PODZIAŁAŁA PIORUNUJĄCO. NIEMKA I JEJ PRACOWNICE KŁANIAŁY NAM SIĘ OD TEJ PORY W PAS. JUŻ NIE BYŁYŚMY "PODLUDŹMI", TYLKO WIELCE SZANOWNYMI "SOLDAT-FRAUEN"

FRAGMENT RELACJI Z MACZKOWA ANNY PRZYBYSZ, WYWIEZIONEJ NA ROBOTY DO NIEMIEC PODCZAS II WOJNY ŚWIATOWEJ DO OBOZU W POBLISKIM WUPPERTALU. PO WYZWOLENIU OBOZU, SŁUŻYŁA W POLSKICH KOBIECYCH (POMOCNICZYCH) FORMACJACH WOJSKOWYCH POD OPIEKĄ AMERYKANÓW



Maczków, czyli niemieckie miasto Haren, leżące w dorzeczu Emslandu, wchodzącego w skład Dolnej Saksonii - kraju związkowego Niemieckiej Republiki Federalnej, rozpoczęło swą polską epopeję dnia 19 maja 1945 r. wkrótce po kapitulacji III Rzeszy (a właściwie samego Wehrmachtu, bowiem Niemcy po dziś dzień nie podpisały aktu kapitulacji). Wówczas to na ulicach miasta zawisły plakaty, informujące niemiecką ludność o niezwłocznym opuszczeniu swych domów, przy czym w domach należało zostawić wszystkie meble i wystrój mieszkań. Tego dnia bowiem do Haren wkroczyła 1 Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka, tzw.: "Czarne Diabły" (która wsławiła się chociażby w bitwach pod Falais - gdzie Polacy z tej dywizji stanowili istny "korek" zatykający zamknięte w wielkim "worku" dywizje niemieckie i uniemożliwiając im wycofanie się na zachód, pod Górą Ormel oraz w walkach w Belgii, Holandii i północnych Niemczech). Żołnierze polscy z 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka niedawno powrócili z portu w Wilhelmshaven, którego kapitulację przyjęli (5 maja 1945 r.) i w drodze powrotnej dotarli do Haren, które to miasto miało stać się ostoją polskości w północnych Niemczech. Zgodę na założenie polskiej enklawy wydał wcześniej brytyjski marszałek polny - Bernard Law Montgomery i teraz przystępowano do tworzenia polskiego miasta w dorzeczu rzeki Ems (stąd właśnie kraj ten zwano Emslandem).


Gen. Stanisław Maczek i rotmistrz Tadeusz Wysocki podczas ćwiczeń 1 Dywizji Pancernej w Scarborough, przed lądowaniem sił alianckich w Normandii
(1944)



Pierwszego dnia, gdy żołnierze wkroczyli do miasta, było ustalone z burmistrzem aby na urzędach i domach publicznych wywieszono białe flagi, symbol kapitulacji. Tak też się stało, choć jednocześnie burmistrz zaprotestował przeciwko planom wysiedlenia mieszkańców z ich domów, ale od razu dano mu do zrozumienia że w tej kwestii nie ma nic do powiedzenia. W kolejnych dniach nastąpiło zorganizowane wysiedlanie niemieckich rodzin z ich domów, które teraz miały zostać przekazane polskim pracownikom przymusowym (ściąganym i zmuszanym siłą do ciężkiej pracy w Niemczech od września 1939 r. czyli od początku wojny), jeńcom wojennym i więźniom obozów koncentracyjnych z tej części Niemiec. 1 Dywizja Pancerna objęła władzę nad sporą częścią Dolnej Saksonii i kilkoma innymi miastami (dowództwo 1 Dywizji rozlokowano w Meppen a dowództwo 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej w Bersenbruck), lecz jedynie Haren miało zostać polskim miastem w Niemczech. Zaraz po wysiedleniu Niemców Haren przemianowano na Lwów, zmieniając jednocześnie nazwy ulic. I tak oto powstały nowe ulice: Armii Krajowej, Legionów, Jagiellońska, Zygmuntowska, Lwowska, Łyczakowska, Wileńska, Polna, Ogrodowa, Kopernika, Mickiewicza, Akademicka czy Aleje Ujazdowskie. Szybko jednak (4 czerwca 1945 r.) ponownie zmieniono nazwę miasta na Maczków, tym samym honorując dowódcę 1 Dywizji Pancernej - Stanisława Maczka. Założono tam polski uniwersytet, dwa gimnazja (jedno o profilu mechanicznym), liceum, teatr, szkołę, straż pożarną i katolicką parafię. Wychodziła polska prasa: "Dziennik" i "Defilada".


Wręczenie sztandaru 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego w Cupar (Szkocja)
(1944)



Wydano całkowity zakaz wstępu Niemców do miasta. Były niemiecki burmistrz Haren musiał zająć się teraz przesiedleniem niemieckich rodzin z miasta i znalezieniem im miejsc do osiedlenia w innych miastach Emslandu (całkowicie kontrolowanego przez Polaków). Nie dał jednak rady, to zadanie go przerosło. Był to czas gdy wszystkiego brakowało, żołnierze polscy dzielili się swymi kontyngentami z ludnością Maczkowa, ale Niemcy w wielu innych miastach Dolnej Saksonii zaczęli odczuwać skutki wywołanej przez nich wojny, choć nie było im aż tak źle, zważywszy że część z nich po prostu wyrzucała ofiarowany chleb prosto na podłogę, jak bowiem wspominała w pamiętnikach jedna z Polek pracujących w Haren: "Karmiliśmy głównie Polaków, ale pamiętam, że przychodziły też i niemieckie dzieci. "Bitte Kaugummi, bitte", "Bitte Bonbon, bitte" - prosiły. Chodziło im o amerykańską gumę do żucia i słodycze, jakie dostawaliśmy (...) Któregoś dnia dałam jednemu niemieckiemu dzieciakowi, który tak prosił, kawał chleba z masłem, a ten wyrzucił to na ziemię, że chleb to on ma, a chce "Kaugummi". Wkurzyłam się i naskarżyłam polskiemu wartownikowi, a ten pognał małego Fryca. Zirytowało nas to, że tutaj są ludzie po kacetach, ledwo żywi, a ten szczeniak jeszcze wybrzydza".


Ćwiczenia polskich żołnierzy z 
1 Samodzielnej Kompanii "Commando" w Szkocji
(1942)



Mimo to część Niemców (a raczej Niemek) aby poprawić swoje położenie, zaczęła wchodzić w kontakty towarzyskie z Polakami. Było ich sporo, bowiem znajomość z Polakami - jako jedną ze zwycięskich nacji II Wojny - dawała niekiedy korzyści, chociażby w postaci otrzymania bardziej luksusowych towarów. Polacy jednak byli rozbitkami politycznymi, bez ojczyzny, bez domu i bez nadziei na powrót. Polska wówczas została bowiem już zajęta przez Armię Czerwoną i całkowicie podporządkowana Moskwie. Nie było więc już drogi powrotu, nikt bowiem nie chciał wracać do kraju rządzonego przez Sowietów i ich polskie marionetki. Z czasem jednak alianci zachodni zaczęli dawać (początkowo nieoficjalnie, potem bardziej zdecydowanie) znaki, że może już czas wrócić do kraju, że wojna już się skończyła i nie ma potrzeby by dłużej pozostawać na obczyźnie. Niektórzy na to poszli i wrócili do komunistycznej Polski (wielu z nich potem przeszło ciężkie tortury i wieloletnie więzienia, a inni stracili życie za wydumane oskarżenia typu: "A ty to amerykański szpicel jesteś").




Część wyjechała do Anglii i Stanów Zjednoczonych, a tylko niewielka część Polaków zdecydowała się pozostać dalej w Haren - od 1948 r. już z powrotem pod władzą Niemców. Wojsko zaczęto wycofywać do Anglii od połowy 1946 r. (3 maja 1946 r. zorganizowano jeszcze w Maczkowie wielką defiladę wojskową na cześć 155 rocznicy uchwalenia pierwszej nowożytnej Konstytucji w Europie i drugiej na świecie po Stanach Zjednoczonych, o której to amerykański historyk Robert Howard Lord powiedział iż: "Konstytucja 3 Maja stanowi bezcenny skarb wartości duchowych", zaś XIX-wieczny niemiecki historyk Friedrich Raumer stwierdził: "Jakże wielką jest przeto dla Polaków chwałą (...) iż umieli nadać sobie konstytucję, w której lepiej, aniżeli w jakiejkolwiek innej próbie tego rodzaju, prawdziwe zasady rozsądku i nauki politycznej zdają się być urzeczywistnione"). Ostatecznie Maczków przestał istnieć 10 września 1948 r. gdy Niemcy powrócili do miasta i ponownie zmienili jego nazwę na Haren. Tak oto zakończyła się krótka polska epopeja w północnych Niemczech.


Powitanie polskich żołnierzy z 1 Dywizji Pancernej 
którzy wyzwolili holenderskie miasto Bredę
(1944)



Należy jednak również dodać, że na obszarze kontrolowanego przez Polaków Emslandu wprowadzono nieco podobne obostrzenia, jakie w Polsce stosowali niemieccy okupanci. Na przykład Niemcy nie mogli podróżować pociągiem, chyba że w towarzystwie Polaka, były też specjalne miejsca siedzące w tramwajach dla Polaków, Niemcy musieli stać. Całe też rozdawnictwo aprowizacji dla ludności niemieckiej tych ziem, przechodziło oczywiście przez polskie władze wojskowe Emslandu. Niekiedy - choć bardzo rzadko - stosowano też szykany, jako odreagowanie za to, co Niemcy robili w okupowanej Polsce. Tak więc był obowiązek kłaniania się Polakom przez Niemców poprzez zdjęcie czapki lub kapelusza, a także schodzenia z chodnika gdy szli nim polscy żołnierze lub cywile. Niemcy często pisali skargi na Polaków do Brytyjczyków i Amerykanów, ale trafiały one w próżnię (np. jeden z oficerów Armii USA po zajęciu Monachium powiedział do ludności cywilnej, pytającej jakie prawa będą posiadali pod amerykańską okupacją: "Prawa! Nie macie żadnych praw. Jesteście pokonani, słyszycie?"). Żeby więc żyć trochę lepiej niż reszta, wiele niemieckich kobiet po prostu oddawało się Amerykanom, Brytyjczykom, Francuzom i Polakom za nowe rajstopy, tabliczkę czekolady czy nawet lepszy chleb. Amerykański ppłk. Gerald F. Beane powiedział, że gwałt nie stwarza żadnych problemów żandarmerii wojskowej, bo: “trochę żywności, tabliczka czekolady lub kostka mydła nie wymagają gwałtu". Szef Hunter College - dr. George N. Shuster tak pisał po wizycie w amerykańskiej strefie okupacyjnej w Niemczech: "Za wyjątkiem tych, którzy chcą utrzymywać kontakty z wojskiem, Niemcy nie dostają nic poza mydłem i butami. Nic dziwnego, że młode dziewczyny, niezamężne, błąkają się i dobrowolnie ofiarują się za żywność lub łóżko. Mówiąc bardzo prosto, mają jedyną rzecz na sprzedaż, i sprzedają ją. Jako sposób na umieranie, to może być gorsze niż głód, ale odłoży to śmierć na miesiąc, może rok".




Przez długi czas Polacy liczyli jeszcze na to (zresztą Niemcy też) że dojdzie do wybuchu III wojny światowej ze Związkiem Sowieckim i dzięki temu Polska (oraz inne kraje zniewolonej Europy Środkowej) zostanie wyzwolona. Winston Churchill początkowo pragnął takiej wojny (napiszę o tym również w innej serii), ale z każdym kolejnym miesiącem a szczególnie z każdym kolejnym rokiem ta wizja zaczęła się oddalać. Ostatecznie więc po likwidacji matkowa i rozwiązaniu innych polskich oddziałów wojskowych stacjonujących zarówno w Niemczech jak i we Włoszech, o żołnierze i oficerowie Wojska Polskiego mieli wybór - albo wrócić do zniewolonego przez Sowietów kraju i tam zostać aresztowanym a być może również zamęczonym na śmierć w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej (o NKWD nawet nie wspominając), albo właśnie pozostać na emigracji.






 Jeśli decydowali się na ten drugi krok, to często musieli podjąć w cywilu jakąś pracę aby się utrzymać. Gen. Stanisław Maczek pozbawiony jakichkolwiek środków do życia, musiał podjąć pracę najpierw jako sprzedawca a następnie barman w hotelach "Dorchester" i "Learmonth" w szkockim Edynburgu. 
 

gen. STANISŁAW MACZEK



Gen. Stanisław Sosabowski, twórca i dowódca 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej (pierwszej tego typu jednostki w armii alianckiej, bowiem Brytyjczycy i Amerykanie zaczęli je tworzyć dopiero po sformowaniu polskiej jednostki), pracował jako magazynier w fabryce. 


Gen. STANISŁAW SOSABOWSKI



A przecież Polacy, według brytyjskiego historyka Petera Caddick'a Adamsa, byli: "Najlepszymi wojownikami spośród wszystkich armii alianckich", co udowodnili w wielu zwycięskich bitwach (wystarczy wymienić tylko te z ostatniego okresu wojny lat 1944/45): Bitwa pod Falaise, Bitwa o Monte Cassino (po której to bitwie Stalin wpadł we wściekłość, słysząc o zdobyciu tak trudnego, górskiego regionu przez Polaków, na którym wcześniej poległo wiele armii alianckich - Francuzi, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy i Amerykanie), Bitwa o Górę Ormel, wyzwolenie Ancony, Bolonii i wielu innych miast we Włoszech, północnej Francji i Holandii.




Spotkanie generałów: Władysława Andersa i George'a S. Pattona w Egipcie
(1944)



Maczków zaś był jedynym takim domem i jednocześnie substytutem dawnej Polski wśród politycznych tułaczy oraz wyrzutków, jakimi stali się polscy żołnierze po zakończeniu II Wojny Światowej. 




Żołnierze 6 Pułku Pancernego "Dzieci Lwowskich" organizują Święta Bożego Narodzenia dla włoskich dzieci z miejscowości Bibbiena w Toskanii (jako Święty Mikołaj wystąpił podchorąży Edward Wojtczak)
(1944)